Ostoja jeleni

W oczekiwaniu na czas rykowiska odwiedzam jelenie w ich rewirze.

Stęskniłem się za jeleniami. Poza jednym krótkim spotkaniem z łanią (podczas niedawnego wypadu w Dolinę Bzury) jeleni nie widziałem od czasu poprzedniej jesieni. Postanowiłem zajrzeć do ich ostoi i sprawdzić jak wygląda sytuacja o tej porze roku. Już za miesiąc może rozpocząć się przecież rykowisko. Nurtowało mnie wiele kwestii. Jak liczne są teraz stada? Jak wyglądają miejscowe byki? Czy schodzą się już byki z innych okolic?

Żeby zaspokoić swoją ciekawość ruszam do ostoi wczesnym rankiem.

Jest pochmurno i powietrze jest lekko mleczne przez co las wygląda trochę ponuro i tajemniczo. Kawałek przechodzę prostym duktem i skręcam w stronę ukrytego w lesie strumyka. Przez jakiś czas idę błotnistym dnem tego niewielkiego cieku. W odróżnieniu od podszycia lasu usłanego większymi i mniejszymi gałęziami, po wysychającym błocie można iść zdecydowanie ciszej. Z boku mijam gęsty i bardzo ciemny las, w którym widać liczne ślady obecności jeleni. Dochodzę do dużej polany otoczonej lasami, trzcinowiskiem i łąką sąsiadującą z uprawianymi polami.   

Czytaj dalej „Ostoja jeleni”

Pełnia lata

Kwitnące wrzosy, grzyby, porozpinane między drzewami pajęczyny krzyżaków i pierwsze spadające liście.

Tak, to pełnia lata. Można powiedzieć, że nawet powolny początek jego schyłku. Za kilka dni odlecą bociany w symboliczny sposób zamykając kolejny sezon lęgowy. Następne gatunki ptaków rozpoczną jesienną migrację, która w zależności od pogody potrwa przez kilka jesiennych miesięcy. Ale do tego czasu minie jeszcze kilka tygodni, w czasie których możemy obserwować motyle, pająki, jaszczurki i ptaki, które wraz z odchowanymi młodymi wylatują ze swoich lęgowych ukryć i znów licznie pokazują się światu. Koniec sierpnia, to właśnie czas wrzosów, które w tym okresie zaczynają kwitnąć dając nam ciekawe możliwości obserwacyjne i zdjęciowe. Poza samymi roślinami, wrzosowiska skupiają także wiele innych tematów fotograficznych takich jak choćby rozmaite owady czy jaszczurki, które możemy obserwować lub właśnie fotografować w ciekawej i tak barwnej scenerii.  Warto wybrać się więc do lasu w poszukiwaniu tych kolorowych akcentów późnego lata.

Pełnia lata, wrzosowisko, pierwsze oznaki nadchodzącej jesieni

Pełnia lata, wrzosowisko, pierwsze oznaki nadchodzącej jesieni

Pełnia lata, wrzosowisko, pierwsze oznaki nadchodzącej jesieni

Czytaj dalej „Pełnia lata”

BURZA

To nie była zwyczajna burza…

Zaczęło się jak typowa letnia burza. Ciemno, szaro, głośny wiatr i grzmoty przewalające się po niebie. Nagłe uderzył wiatr o niewiarygodnej sile. Widoczność była niemalże zerowa i przez chwilę zapanował ogromny hałas. Gliniane doniczki latały po balkonie i roztrzaskały się z wielka siłą na drobne odłamki. To nie były juz pojedyncze pioruny, ale rozległa elektro-siatka spinająca całe niebo. Blade różowe rozbłyski następowały jednocześnie w wielu miejscach. Wreszcie przyszło uspokojenie. Pozostał tylko jednostajny szum ulewnego deszczu. Gdy kilkadziesiąt minut później wyszedłem z domu, natychmiast zdałem sobie sprawę ze skali zniszczeń. Wszędzie w pobliżu leżały (i wisiały) połamane konary i gałęzie. Na ulicach, chodnikach i trawnikach widać było skutki tej nadzwyczajnej Burzy. Kawałek dalej przewrócone, wyrwane z korzeniami ogromne topole i brzozy. Szerokie strugi wody spływające po jezdniach. Na granicy parku wiele powalonych drzew. Przez jedną z ulic przepływająca bystrym nurtem (wcześniej niewielka) skanalizowana rzeczka. Przez godzinę nie udało mi się wyjechać z osiedla, przez które ewidentnie przeszła główna linia „huraganu”. Gdy patrzyłem na zdewastowany park i połamane drzewa przyszła refleksja. Jesteśmy tylko małymi robaczkami bezradnymi w starciu z siłami Natury. I Natura raczyła nam o tym przypomnieć…

Czytaj dalej „BURZA”

Historia jednego zdjęcia – Jelenie

 Kolejna historia z głębokiego archiwum. 

 

Historia jednego zdjęcia - Chmara

 

Pomyślałem, że w ramach odskoczni od zmęczenia kolejnymi (na szczęście krótkimi) falami upałów, przypomnę swój tekst z 2009 roku, w którym opisałem bliskie spotkanie (jedno z moich pierwszych) z chmarą jeleni. Do tego spotkania doszło podczas zimowego spaceru. W mroźnej aurze tamtego poranka, udało się zrobić zdjęcie, które z uwagi na sentyment  do czasów, gdy dopiero uczyłem się fotografii przyrodniczej, od razu weszło do kolekcji moich ulubionych. Dzisiaj wiem, że to zdjęcie nie jest wyjątkowe. Zwykły dokument z jednego z wielu terenowych „spotkań z przyrodą”. Wtedy jednak nie miałem dużego doświadczenia w podchodzeniu i fotografowaniu „grubego zwierza” i każde takie bliskie spotkanie dawało mi dużo radości, a zrobione przy okazji zdjęcia napawały mnie wielką satysfakcją. Tekst pochodzi z czasów, gdy dopiero odkrywałem świat fotografii przyrodniczej. Postanowiłem go ujawnić, bo pokazuje jak wygląda przykładowy poranek w terenie.

Luty 2009 r. Okolice Łodzi.

Narastający, jakby nadchodzący z oddali nieprzyjemny dźwięk. Granica snu i jawy. To pikanie budzika. Otwieram jedno oko. W ciemności rysują się cyfry na wyświetlaczu zegarka. Jest 4:50. Pięciominutowa drzemka. Po pięciu bezlitośnie odmierzonych minutach zegarek znów wyrywa mnie z półsnu. Psychika powoli się rozbudza. Ciepło łóżka  kontra poranny chłód sypialni. Wreszcie nadchodzi chwila, w której trzeba się pozbierać. Jest 5:00. Za oknem jeszcze ciemno, choć zalegający śnieg rozjaśnia mrok nocy. Po 30 minutach jestem gotowy do wyjścia. Zbieram przygotowaną torbę i plecak. Sprzęt fotograficzny, dodatkowe ciuchy, torba z prowiantem i termosem. Po cichu zamykam drzwi i schodzę do samochodu. Odśnieżanie, skrobanie szyb – rutynowe czynności wynikające z zimowej aury.
 Ruszam. Droga z grubsza odśnieżona, choć nie czarna. Puste ulice i sygnalizacja świetlna mrugająca do mnie jednym pomarańczowym okiem. Brzęczące po cichu radio. Światła miasta zostają za mną. Tym razem podróż trwa niewiele ponad pół godziny, bo miejsce pleneru oddalone jest od miasta jedynie o 30 km. Zbliżam się do punku docelowego. Lokalna droga dawno nie widziała piaskarki. Kilkaset metrów po niemalże lodowej powierzchni. Ostatni fragment drogi prowadzi pośród pól po dość głębokim (jak na auto osobowe) śniegu. Stop. Dalej nie da się jechać.

Czytaj dalej „Historia jednego zdjęcia – Jelenie”

Puszcza Białowieska – Las kontra władza, gospodarka, polityka …

Boli mnie to, że żyję w kraju pełnym milionów obojętnych ludzi. Ludzi, których jakaś tam puszcza zwyczajnie nie obchodzi.

W Puszczy Białowieskiej w ciągu ostatnich lat byłem kilka razy. Widziałem ją zimą, a także wczesną i późną wiosną. Miałem okazję zobaczyć Puszczę z perspektywy „klasycznych” puszczańskich szlaków – Żeber Żubra, Carskiej Tropiny, ścieżek w okolicach Kosego Mostu i osady Topiło. Zbliżyłem się też do serca Puszczy wędrując kilka razy z przewodnikiem po rezerwacie ścisłym. Jeżdżąc nad zbiornik Siemianówka mogłem również zobaczyć lasy w północnej części Puszczy. Wszystkie te wyprawy dały mi doskonałe możliwości zobaczenia i poznania tych jakże cennych (właściwie bezcennych) leśnych obszarów.   

Puszcza Białowieska - Las kontra władza, gospodarka, polityka ...

Puszcza Białowieska - Las kontra władza, gospodarka, polityka ...

Puszcza Białowieska - Las kontra władza, gospodarka, polityka ...

Szczególnie jednak zapadła mi w pamięć wielogodzinna wyprawa do Puszczy, podczas której (klucząc poza rezerwatami) mogłem wędrować bardziej spontanicznie, nie będąc ograniczonym do poruszania się po wyznaczonych ścieżkach.

Szlakiem był nasyp kolejowy, nasypy wąskotorówek oraz naturalne przejścia i dróżki wydeptane przez zwierzęta. Konieczne było przechodzenie nad i pod zwalonymi pniami, omijanie mokradeł i olsów, a także przeskakiwanie licznych strumyków. Ten długi spacer był naprawdę wymagającym testem sprawnościowym i kosztował mnie wiele sił, ale pozwolił mi zajrzeć do wnętrza Prawdziwego Lasu. Ta wyjątkowa wyprawa dała mi możliwość zobaczenia żubrów, jeleni, dzików, sóweczki, jarząbków i kilku gatunków dzięciołów w ich najbardziej naturalnym (pierwotnym) środowisku. Dopełnieniem obserwacji tego dnia były widziane w kilku miejscach tropy i ślady obecności łosi i wilków. Widziałem wtedy Las, od którego człowiek trzymał się na dystans, a Natura we własnym rytmie sama regulowała tam swoje potrzeby.

Czytaj dalej „Puszcza Białowieska – Las kontra władza, gospodarka, polityka …”

Letni ruch przy wodopoju

Kąpielowy festiwal ptaków.

Dzisiejszy, dość ciepły poranek, spędziłem zaczajony przy sadzawce czekając na ptaki. Już po 20 minutach zaczął się ruch. W ciagu niespełna godziny w pobliżu pojawiły się: młode bogatki i modraszki, sikory ubogie i czarnogłówki, raniuszki, kowalik, zięba, kapturka, strzyżyk, młody kos, dzięcioł duży i sójki. Nie wszystkie ptaki pokazały się w moim polu widzenia i nie wszystkie udało się sfotografować, ale w pobliżu sadzawki cały czas słuchać było trzepot mniejszych lub większych skrzydeł. Cały czas obecne były również pszczoły, dla których sadzawka jest w tym okresie najbliższym źródłem wody. Dodatkową atrakcją był przemykająca wśród gęstej zieleni nornica, która jednak nie zechciała choć na moment się zatrzymać i zapozwać do pamiątkowego zdjęcia.

Letni ruch przy wodopoju
młoda modraszka
Letni ruch przy wodopoju
młoda czarnogłówka
Letni ruch przy wodopoju
młody kos
Letni ruch przy wodopoju
młoda bogatka

Czytaj dalej „Letni ruch przy wodopoju”

Jak zostać przyrodnikiem

Jak zostać przyrodnikiem – obserwatorem, podglądaczem przyrody.

Od czego zacząć? Pierwsze wyjście w teren.

Trzeba to w sobie odkryć i trzeba tego chcieć. Być na to gotowym. Kiedy przyjdzie taki moment, że chcemy i jesteśmy gotowi, trzeba wyjść z domu. Mam na myśli taki specyficzny rodzaj wyjścia. Wyjścia na przyrodniczy spacer, na który idzie się z wyczulonymi zmysłami. Żeby wejść do Świata Przyrody nie trzeba od razu jechać nad Biebrzę czy w Bieszczady. Na początek można iść do parku. Właśnie miejski park, niewielka łąka lub las na obrzeżach miasta, to doskonałe miejsca na przyrodniczo-obserwacyjny start. W parku lub miejskim lesie, o każdej porze roku można zobaczyć i usłyszeć wiele gatunków ptaków. W parkach są owady, kwiaty, inne rośliny i wreszcie drzewa, które same w sobie są przecież ucieleśnieniem różnorodności, piękna, a czasem wręcz majestatu natury. A jeśli w parku jest staw, to mamy też szanse na spotkania z płazami. Dzisiaj nawet spotkania ze ssakami takimi jak sarny czy dziki w mieście nie należą do rzadkości. Rozrastające się miasta wchodzą na tereny zamieszkałe przez zwierzęta, a dodatkowo z powodu dostępności pożywienia (śmieci) staja się dla zwierząt atrakcyjnymi stołówkami. Stąd nocne wizyty dzików, lisów i kun. Podsumowując można stwierdzić, że na początek miejski park daje nam ogromne możliwości. Na ograniczonym terenie parku zagęszczenie atrakcyjnych dla nas obiektów jest większe, niż w rozległych puszczach, wielkich bagnach czy dużych dolinach rzecznych, gdzie czasem trzeba się nachodzić, bo zwierzęta są rozproszone na ogromnych terenach. Oczywiście w parku spotykamy gatunki najbardziej pospolite, ale dla początkujących – zawsze atrakcyjne.

Jak zostać przyrodnikiem – obserwatorem, podglądaczem przyrody.
jedna z moich pierwszych udokumentowanych fotograficznie obserwacji, to „życie uczuciowe” miejskich gołębi / zdjęcie zrobiłem z balkonu
Jak zostać przyrodnikiem – obserwatorem, podglądaczem przyrody.
sikora bogatka, jedno z moich pierwszych zdjęć wykonanych w parku podczas obserwacji ptaków przy karmniku
kolejna parkowa obserwacja, tym razem to jeden z pierwszych uwiecznionych ssaków (zdjęcie, podobnie jak poprzednie, wyciągnięte z głębokiego archiwum)

Sprzęt.

Na taki pierwszy przyrodniczy spacer nie trzeba się jakoś specjalnie ubierać. Byle nie przemarznąć, nie przemoknąć (zależnie od pory roku) i nie przemoczyć butów. Nie trzeba zakładać maskujących strojów i zabierać ze sobą kilogramów dodatkowego sprzętu. Ważnym, wręcz podstawowym wyposażeniem przyrodnika-obserwatora jest bez wątpienia lornetka. Kiedy dysponujemy lornetką, to nasze szanse na ciekawe obserwacje znacznie wzrastają. Ale wcale nie musi to być markowa lornetka za tysiąc (tysiące) złotych. Dzisiaj wiele sklepów ma w swojej ofercie niedrogi sprzęt, który początkującym obserwatorom w zupełności wystarczy. Poza parametrami technicznymi, warto pamiętać, że nie bez znaczenia są wielkość i waga lornetki. Dużej i ciężkiej nie będziemy chcieli ze sobą dźwigać. Mniejsza i lżejsza zawsze sprawdzi się lepiej, bo będziemy chcieć ja nosić, więc będziemy ją mieć przy sobie.

Czytaj dalej „Jak zostać przyrodnikiem”

Dlaczego wybrałem Przyrodę

Dlaczego wybrałem Przyrodę?

Jestem zafascynowany Naturą. Przyrodą, która mnie otacza. Przyrodą, którą od dłuższego czasu podglądam i fotografuję. To już ponad 10 lat takim wyprawom z lornetką i aparatem poświęcam każdą wolną chwilę, działając w miarę możliwości zarówno bardzo lokalnie, jak również wypuszczając się gdzieś dalej. Z biegiem czasu hobby stało się pasją, a ja chcąc zobaczyć kolejne gatunki ptaków i innych zwierząt, czy też odkrywać nowe krajobrazy, zjechałem kawał Polski i Europy. Uważam się za dokumentalistę, bo do artystów raczej mi daleko. Fotografia jest przeważnie „tylko” dopełnieniem przeżycia, którego dane mi jest doświadczać podczas obserwowania, obcowania z Naturą.

Dlaczego wybrałem Przyrodę?
w terenie …

Moje Spotkania z Przyrodą.

Doskonale pamiętam swoje początki. Gdy wszystko było nowe. Gdy zaczynałem odkrywać świat ptaków wyszukując i rozpoznając w atlasie kolejne widziane „na żywo” gatunki. Gdy szukałem dla siebie pierwszej lornetki, aparatu i obiektywu, które nadawałby się do fotografii przyrodniczej. Gdy próbowałem opanować sztukę kamuflażu. Gdy zaczynałem rozumieć, że nie wszystko można podejść i sfotografować. Kiedy zacząłem pojmować, jak często trzeba się ukryć i cierpliwie przesiedzieć długie godziny żeby być bliżej przedstawicieli wyjątkowo płochliwych gatunków. Zrozumiałem również, że trzeba czytać o zwierzętach, poznawać ich środowisko i zwyczaje. Poznawać drzewa, kwiaty, kolejne gatunki owadów, płazów i gadów. Bo wszystko się przeplata i zazębia. Zaczynało do mnie docierać, że trzeba spędzać wiele godzin w terenie zanim znajdzie się to optymalne miejsce na zrobienie zdjęcia. I śledzić prognozy pogody, nauczyć się je czytać, wreszcie zrozumieć, że nie ma pogody złej, że z każdych warunków można wyciągnąć coś dobrego, coś ciekawego. Dzisiaj wiem już więcej, a nabyte w terenie doświadczenie znacznie ułatwia mi owo podglądanie tego alternatywnego świata – świata Przyrody. Uważam też, że jeszcze ciągle wiele przede mną. Nadal uczę się przecież robić lepsze zdjęcia. Nadal zaczynam rozumieć więcej.

Czytaj dalej „Dlaczego wybrałem Przyrodę”

Zaproszenie na wystawę

Zapraszam do Piotrkowa na wystawę moich fotografii ze Skandynawii. Zdjęcia będzie można oglądać w CENTRUM IDEI KU DEMOKRACJI

30 lipca – 23 sierpnia 2017 r. – Galeria „Śnieżne Krużganki” 

FINISAŻ WYSTAWY w środę 23 sierpnia 2017 r. o godz. 19:00

Michał Stanecki - Surowe Piękno

„Surowe piękno” to fotograficzna opowieść o naturalnej potędze PÓŁNOCY EUROPY.

Opowieść o bezkresnych lasach, jeziorach, rozległych bagnach, groźnych górach i otwartych przestrzeniach arktycznej tundry. To opowieść o ptakach gniazdujących na skalistych klifach morskich wysp, o reniferach przemierzających tundrę za kołem podbiegunowym i o niedźwiedziach władających tajgą Karelii. Północne krańce naszego kontynentu, to dziewicza przyroda tętniąca życiem obecnym dosłownie na wyciągnięcie ręki. „Surowe piękno” to próba pokazania kadrów, które obrazują Przyrodę Północy. Zapadające w pamięć krajobrazy, niesamowite bezludne miejsca i zwierzęta, które nie mają zaszczepionego lęku przed człowiekiem. Zwierzęta, które można obserwować z bliska, bezpośrednio w ich środowisku. Bo na surowej Północy, to człowiek dostosowuje się do natury, będąc zaledwie małą jej częścią. Podróż po krańcach naszego kontynentu uzmysławia nam jak wielka jest potęga Przyrody i jak małymi jesteśmy my – ludzie. Doświadczanie Północy pozwala nam nabrać pokory i większego szacunku dla Natury.  

 

„Surowe piękno” to podsumowanie kilku moich podróży po Skandynawii, z których każda była niezapomnianym przeżyciem i pozwalała zrealizować kolejne marzenia.

Bo zawsze chciałem zobaczyć Północ. Ruszyłem w 2010 roku. Pierwsza była wyprawa przez Danię i Szwecję do Norwegii. Celem była ptasia wyspa – Runde. To jedna z większych norweskich „ptasich” wysp na południu tego kraju. Na jej klifach znajdują się kolonie maskonurów, głuptaków, mew i innych morskich ptaków. Z tych samych klifów rozpościerają się również niesamowite widoki na morze i sąsiednie wyspy. Po powrocie z Runde wiedziałem, że do Norwegii muszę wrócić. W planie kolejnej wyprawy było dotarcie w najdalsze, północne regiony naszego kontynentu. W roku 2011 trasa prowadziła przez Finlandię na północny kraniec Europy. Udało się dotrzeć do położonych za kołem podbiegunowym wysp Vardo i Hornoya, a także odwiedzić tundrowy półwysep Varanger, zobaczyć wybrzeże Morza Barentsa i rejon ujścia rzeki Tany. W 2016 roku przyszła kolej na Tajgę. Objechanie Finlandii pozwoliło mi doświadczyć wszystkich jej uroków. Widziałem niedźwiedzie w Karelii, niesamowite przełomy rzeki Oulanka, tundrowe góry na północy kraju i „ptasie” rozlewiska w rejonie Oulu. I mam nadzieję, że na tym się nie skończy, bo czekają na mnie Islandia, Grenlandia i Svalbard …