BURZA

To nie była zwyczajna burza…

Zaczęło się jak typowa letnia burza. Ciemno, szaro, głośny wiatr i grzmoty przewalające się po niebie. Nagłe uderzył wiatr o niewiarygodnej sile. Widoczność była niemalże zerowa i przez chwilę zapanował ogromny hałas. Gliniane doniczki latały po balkonie i roztrzaskały się z wielka siłą na drobne odłamki. To nie były juz pojedyncze pioruny, ale rozległa elektro-siatka spinająca całe niebo. Blade różowe rozbłyski następowały jednocześnie w wielu miejscach. Wreszcie przyszło uspokojenie. Pozostał tylko jednostajny szum ulewnego deszczu. Gdy kilkadziesiąt minut później wyszedłem z domu, natychmiast zdałem sobie sprawę ze skali zniszczeń. Wszędzie w pobliżu leżały (i wisiały) połamane konary i gałęzie. Na ulicach, chodnikach i trawnikach widać było skutki tej nadzwyczajnej Burzy. Kawałek dalej przewrócone, wyrwane z korzeniami ogromne topole i brzozy. Szerokie strugi wody spływające po jezdniach. Na granicy parku wiele powalonych drzew. Przez jedną z ulic przepływająca bystrym nurtem (wcześniej niewielka) skanalizowana rzeczka. Przez godzinę nie udało mi się wyjechać z osiedla, przez które ewidentnie przeszła główna linia „huraganu”. Gdy patrzyłem na zdewastowany park i połamane drzewa przyszła refleksja. Jesteśmy tylko małymi robaczkami bezradnymi w starciu z siłami Natury. I Natura raczyła nam o tym przypomnieć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

one + five =