Historia jednego zdjęcia – Jelenie

 Kolejna historia z głębokiego archiwum. 

 

Historia jednego zdjęcia - Chmara

 

Pomyślałem, że w ramach odskoczni od zmęczenia kolejnymi (na szczęście krótkimi) falami upałów, przypomnę swój tekst z 2009 roku, w którym opisałem bliskie spotkanie (jedno z moich pierwszych) z chmarą jeleni. Do tego spotkania doszło podczas zimowego spaceru. W mroźnej aurze tamtego poranka, udało się zrobić zdjęcie, które z uwagi na sentyment  do czasów, gdy dopiero uczyłem się fotografii przyrodniczej, od razu weszło do kolekcji moich ulubionych. Dzisiaj wiem, że to zdjęcie nie jest wyjątkowe. Zwykły dokument z jednego z wielu terenowych „spotkań z przyrodą”. Wtedy jednak nie miałem dużego doświadczenia w podchodzeniu i fotografowaniu „grubego zwierza” i każde takie bliskie spotkanie dawało mi dużo radości, a zrobione przy okazji zdjęcia napawały mnie wielką satysfakcją. Tekst pochodzi z czasów, gdy dopiero odkrywałem świat fotografii przyrodniczej. Postanowiłem go ujawnić, bo pokazuje jak wygląda przykładowy poranek w terenie.

Luty 2009 r. Okolice Łodzi.

Narastający, jakby nadchodzący z oddali nieprzyjemny dźwięk. Granica snu i jawy. To pikanie budzika. Otwieram jedno oko. W ciemności rysują się cyfry na wyświetlaczu zegarka. Jest 4:50. Pięciominutowa drzemka. Po pięciu bezlitośnie odmierzonych minutach zegarek znów wyrywa mnie z półsnu. Psychika powoli się rozbudza. Ciepło łóżka  kontra poranny chłód sypialni. Wreszcie nadchodzi chwila, w której trzeba się pozbierać. Jest 5:00. Za oknem jeszcze ciemno, choć zalegający śnieg rozjaśnia mrok nocy. Po 30 minutach jestem gotowy do wyjścia. Zbieram przygotowaną torbę i plecak. Sprzęt fotograficzny, dodatkowe ciuchy, torba z prowiantem i termosem. Po cichu zamykam drzwi i schodzę do samochodu. Odśnieżanie, skrobanie szyb – rutynowe czynności wynikające z zimowej aury.
 Ruszam. Droga z grubsza odśnieżona, choć nie czarna. Puste ulice i sygnalizacja świetlna mrugająca do mnie jednym pomarańczowym okiem. Brzęczące po cichu radio. Światła miasta zostają za mną. Tym razem podróż trwa niewiele ponad pół godziny, bo miejsce pleneru oddalone jest od miasta jedynie o 30 km. Zbliżam się do punku docelowego. Lokalna droga dawno nie widziała piaskarki. Kilkaset metrów po niemalże lodowej powierzchni. Ostatni fragment drogi prowadzi pośród pól po dość głębokim (jak na auto osobowe) śniegu. Stop. Dalej nie da się jechać.

Czytaj dalej „Historia jednego zdjęcia – Jelenie”

Obrazy lata

Obrazy lata. Leniwe, ciepłe i barwne kadry. 

Lato, to w przyrodzie czas stabilizacji. Po pełnej ruchu i akcji wiośnie nastaje czas spokoju. Lato, to czas długich i ciepłych dni, czas obfitości pokarmu, czas wychowywania młodych. Zwłaszcza lata, w którym pierwszy raz od kilku sezonów nie dominuje susza. Eksplozja zieleni i bujne życie owadów świadczą o tym, że to dla zwierząt bardzo dobry czas. 

obrazy lata
nad stawami i trzcinowiskami polują błotniaki 
obrazy lata
dynamiczne zachody słońca ubarwiają lipcowe wieczory
ciepłe i mokre lato, to czas owadów

Czytaj dalej „Obrazy lata”

Historia jednego zdjęcia – BIELIK

W cyklu „Historia jednego zdjęcia” będę przybliżać okoliczności wykonania moich ulubionych ujęć. Na pierwszy ogień idzie bliskie spotkanie z bielikiem, które udało się utrwalić w Puszczy Noteckiej.

Podróż przebiegła dosyć sprawnie. Po czterech godzinach jazdy i krótkim poszukiwaniu tej właściwej leśnej drogi, w którą należy skręcić jestem na miejscu. To gościniec położony pośród puszczy, nad dużymi i „dzikimi” stawami rybnymi. Do najbliższej wsi jest stąd kilka kilometrów. Dostaję pokój, którego największą zaletą jest widok z dużego okna. Widok ten robi na mnie wrażenie. Patrzę na wielki staw porośnięty szuwarami, sąsiadujący z gęstym lasem. Takie OKNO – OBRAZEK. Aż ciężko się od niego oderwać. Żywe, jesienne kolory przyrody obsiadły już część drzew. Istne cudo.
Po szybkim zainstalowaniu się w pokoju robię pierwszy wywiad z Gospodarzem. Dzieli się ze mną kilkoma ciekawymi informacjami na temat okolicy. Najcenniejsza zdaje się być ta mówiąca o starej wieży obserwacyjnej pośród zarośniętych stawów. Dostaję nawet klucz, bo zabudowana, drewniana wieża jest zamykana. Nie zwlekając ruszam na popołudniowy spacer, aby przetrzeć szlak przed poranną wyprawą.

Czytaj dalej „Historia jednego zdjęcia – BIELIK”

Makro – Impresje

Patrzenie przez kolorowe szkiełka.

Czasem warto spojrzeć zupełnie inaczej, nietypowo, z przymrużeniem oka. W takim patrzeniu pomaga stary manualny obiektyw, który wydaje się być wręcz stworzonym do impresyjnego pokazywania świata, znanego z „normalnych” fotografii. Takie kreowanie lekko nienaturalnych obrazów wciągnęło mnie na długie godziny i powstały takie oto makro – impresje …

Czytaj dalej „Makro – Impresje”