Ostoja jeleni

W oczekiwaniu na czas rykowiska odwiedzam jelenie w ich rewirze.

Stęskniłem się za jeleniami. Poza jednym krótkim spotkaniem z łanią (podczas niedawnego wypadu w Dolinę Bzury) jeleni nie widziałem od czasu poprzedniej jesieni. Postanowiłem zajrzeć do ich ostoi i sprawdzić jak wygląda sytuacja o tej porze roku. Już za miesiąc może rozpocząć się przecież rykowisko. Nurtowało mnie wiele kwestii. Jak liczne są teraz stada? Jak wyglądają miejscowe byki? Czy schodzą się już byki z innych okolic?

Żeby zaspokoić swoją ciekawość ruszam do ostoi wczesnym rankiem.

Jest pochmurno i powietrze jest lekko mleczne przez co las wygląda trochę ponuro i tajemniczo. Kawałek przechodzę prostym duktem i skręcam w stronę ukrytego w lesie strumyka. Przez jakiś czas idę błotnistym dnem tego niewielkiego cieku. W odróżnieniu od podszycia lasu usłanego większymi i mniejszymi gałęziami, po wysychającym błocie można iść zdecydowanie ciszej. Z boku mijam gęsty i bardzo ciemny las, w którym widać liczne ślady obecności jeleni. Dochodzę do dużej polany otoczonej lasami, trzcinowiskiem i łąką sąsiadującą z uprawianymi polami.   

brzeg sadzawki jest pełen tropów
w tym miejscu tropów jest bez liku
szlaki i miejsca odpoczynku jeleni rzucają się w oczy
w niektórych miejscach las jest na tyle gęsty, że nawet w dzień jest tam raczej ciemno
wysychający strumyk prowadzi na polanę
wyjście na polanę jest naturalnie  zamaskowane

Po wyjściu na otwarty teren wyciągam lornetkę i przeglądam pole widzenia. Jeśli zwierzęta są gdzieś dalej, to niełatwo od razu je zobaczyć. Choć jestem zamaskowany (mam osłoniętą twarz i ukryte w rękawiczkach dłonie), to może mnie zdradzić choćby jeden gwałtowny ruch. W takim momencie trzeba zachowywać się bardzo spokojnie i ostrożnie. W kilku miejscach widzę łanie. Choć zapewne mnie nie widzą, to niektóre patrzą w moim kierunku. Nie wykonuje gwałtownych ruchów. Robię kilka zdjęć i czekam aż zwierzęta odejdą.

po wyjściu z lasu trzeba się dobrze rozejrzeć
pierwsze jelenie nie łatwo jest wypatrzeć
futro zwierząt świetnie zlewa się z zaroślami łąki 
w lesie też nie rzucają się w oczy 
trzeba pamiętać o ich doskonałym węchu 

Nagle z pobliskich trzcin słyszę nadchodzące stado.

Odgłosy przechodzenia przez zarośla ewidentnie wskazują na bliską obecność kilku, może nawet kilkunastu dużych zwierząt. Po chwili na polanę wychodzi mała grupa składająca się z kilku łań z cielakami i jednego młodego byczka. Zwierzęta na moment się zatrzymują. Rozglądają się, zbierają w jednym miejscu pozwalając mi zrobić kilka kolejnych klatek. Po kolejnej chwili odchodzą dalej w stronę lasu. Kropi deszcz.

Jelenie odchodzą i ja też idę dalej. Poruszam się od zarośli do zarośli. Od jednej kępy do kolejnej. Staram się iść cicho i być niewidzialnym. Poruszam się po ścieżkach wydeptanych przez zwierzęta. W wielu miejscach mijam niewielkie błotniste zagłębienia pełne śladów i tropów jeleni i saren. Pewnie przychodzą do nich również dziki, choć akurat tym razem ich tropów nigdzie nie widzę. Wolnym (cichym) krokiem obchodzę teren wypatrując byków. Choć od znajomego obserwatora dostałem informację o obecności kilku w okolicy, to znajduje tylko ich ślady. To zryte i wydeptane miejsca wewnętrz gęstych zarośli. Wiele gałęzi w tych miejscach jest połamanych i odartych z kory. To ślady tarcia i uderzenia porożem. Jelenie pozbywają się w ten sposób delikatnej skóry, która do pewnego momentu pokrywa wykształcane poroże. Teraz byków w tej okolicy nie ma.

gałęzie „zdewastowane” przez byki

W kilku miejscach widzę kolejne niewielkie stada łań i młode byczki. Tym starszym, które w czasie rykowiska będą ze sobą rywalizować trzeba dać jeszcze trochę czasu. Pewnie skutecznie ukryte odpoczywają zbierając siły na okres godów, który przecież (w zależności od pogody) może się rozpocząć już za miesiąc.  Odprowadzony bystrym wzrokiem ciekawskiej trójki zwierząt opuszczam polanę i wzdłuż strumyka wychodzę z lasu. Do ostoi wrócę za dwa, trzy tygodnie. Pewnie w tym samym czasie pojawią się również myśliwi. Oni niestety też zapewne nie mogą się już doczekać nadchodzącego rykowiska. I pewnie (jak każdego roku) nie raz przetną się nasze drogi. I znów trzeba będzie się pogodzić z tym, że nie można ich powstrzymać. I znów magię i majestat tego niesamowitego przyrodniczego spektaklu zakłócą padające strzały.

Póki co trzeba się ciszyć spokojem tego miejsca i liczyć na kolejne udane (również fotograficznie) spotkania z mieszkańcami ostoi.   

c.d.n.

trójka ostrożnych zwierząt swym czujnym wzorkiem odprowadza mnie do granicy lasu

 

Zobacz także: