Pożegnanie

Cztery miesiące temu straciliśmy największego Przyjaciela. Musiało minąć trochę czasu, abym mógł o tym napisać.

NESTA była członkiem naszej rodziny i naszego stada. Naszym wielkim i niezastąpionym Przyjacielem. Daliśmy sobie nawzajem wiele lat szczęśliwego i w miarę beztroskiego życia. Teraz głębszego znaczenia nabrały słowa: strata, smutek, żal, pustka i tęsknota…

Będziemy ją pamiętać jako wyjątkowo pogodne i ciepłe stworzenie, które wniosło do naszego domu wiele życia i radości. Po latach spędzonych razem rozumieliśmy się bez słów. Potrafiła doskonale komunikować swoje potrzeby i emocje. Była wystarczająco sprytna, żeby wymuszać i osiągać swoje cele. Do tego robiła to w sposób zupełnie rozbrajający. Miała niewyczerpalną energię do zabawy piłką i patykami. Uwielbiała się bawić, ciągle ucząc się nowych „sztuczek”. Wyławianie wielu patyków z wody, wyszukiwanie ukrytych smakołyków, czy trudniejsza praca przy wykonywaniu złożonych poleceń. Taka wspólna zabawa to była prawdziwa przyjemność. Jej umiejętność poruszania się bez smyczy była niesamowita. Na licznych plenerach fotograficznych, na które jechała razem ze mną, zawsze była w pobliżu. Spacerując po lesie, czy stawach można było skupić się na fotografii, bo Nesta zawsze trzymała się blisko. Nie musiałem się odzywać. I to głównie ona pilnowała tego układu. Nigdy nie przejawiała agresji w stosunku do innych zwierząt, dlatego często uczestniczyła w typowo fotograficznych wyprawach, gdzie trzeba było ostrożnie zbliżać się do zwierząt. Nigdy w tym nie przeszkadzała. Nie pomagała natomiast w makrofotografii, potrafiąc być tak blisko, że zdarzało się jej nadepnąć na kwiatek, czy grzybka będącego obiektem fotografii :)

Jako pies wybitnie terenowy wchodziła w skład naszego birdwatcherskiego zespołu. Pomijając czas kilku zagranicznych wypraw, była z nami ZAWSZE, przez 11 lat. Zjechała z nami Polskę wzdłuż i wszerz, każdego roku zaliczając kilka wyjazdów. Wiele razy pływa (latem, jesienią) i brodziła (zimą) w Bałtyku. Doskonale znała plaże Krynicy Morskiej i Ujścia Wisły. Eksplorowała z nami Puszcze, Bory, a także niesamowite Lasy Sobiboru, w których wspólnie szukaliśmy puszczyka mszarnego :)  Również wspólnie wypatrywaliśmy ptaków w wielu dolinach rzecznych (m.in: Wisły, Odry, Warty, Biebrzy, Narwi, Bugu i Sanu). Kilka razy wracaliśmy w Bieszczady. Poznała Stawy Milickie w Dolinie Baryczy i stawy Zatorskie w Dolinie Skawy, Soły i Górnej Wisły. Odwiedziliśmy wspólnie wiele Parków Narodowych, choć z regulaminowych powodów nie było jej dane zajrzeć do kilku rezerwatów. Była obecna przy większości naszych obserwacji i jeśli policzylibyśmy gatunki ptaków, jakie widzieliśmy w jej towarzystwie, to byłoby ich ponad 200.

Nasze lokalne ostoje ptaków, takie jak Jeziorsko, zbiornik Sulejowski, stawy w Dolinie Bzury i łąki nad Nerem znała doskonale. Na stawach w Sarnowie i w lesie w okolicy działki mieliśmy swoje miejsca, które odwiedzaliśmy systematycznie. Mysia łąka, bobrowy staw, leśne rozlewisko i wiele innych miejsc, które odwiedzaliśmy niemalże co tydzień. 

Nesta miała kilka swoich słabości. Jedna z większych była woda i błoto, dlatego szczególnie lubiła wyjazdy właśnie nad wodę. Dolina Biebrzy czy Ujście Warty, to miejsca dla niej wręcz wymarzone. Ale potrafiła też w lutym wejść do odmarzającego stawu w parku … Słynęła też z legendarnego apetytu. Była wielkim żarłokiem. W niedzielne poranki zawsze skrupulatnie pilnowała gotujących się dla niej jajek  :)

Uwielbiała spacery i w zasadzie każda formę aktywności. Nudziła się okrutnie, gdy podczas wędrówek robiliśmy przystanki. Lubiła być w ruchu. Szczenięcy wręcz poziom entuzjazmu i radości zachowała do czasu starości, tylko na stare lata jakby bateria rozładowywała się jej dużo częściej i trzeba ją było ładować choćby krótkimi  drzemkami. Dołączyła do nas jako niesforne dziecko, dorastała i dojrzewała przy nas i także przy nas się zestarzała. W ostatnim czasie była już babcią Nestą. 

Cały czas nie możemy się pogodzić z tą wielką stratą. Wspominamy i tęsknimy. Brakuje jej na każdym kroku. I choć ostatnio wspomnienia częściej wywołują uśmiech niż łzy, to nadal jest bardzo ciężko. Bo nie ma już z nami Nesty …

 

Wspomnienie…