Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya (z archiwum)

Półwysep Varanger. Wyspy Vardo i Hornoya.

 

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
maskonur, wyspa Hornoya

[…]

Dzień 6. Wyprawa do rezerwatu ptaków na wyspie Hornoya.

Aby dostać się z Vardo na wyspę Hornoya trzeba zapłacić 300 koron (ok. 150 zł) za 12 minutowy rejs łodzią. Przed godziną 9:00 (o tej zwykle wypływa łódź) melduję się w przystani portowej, gdzie na tablicy informacyjnej czytam, że w soboty łódź wypływa tylko o godz. 12:00. Mam zatem trochę czasu na eksploracje wybrzeża w okolicy portu. Już pierwsze zejście nad wodę (niedaleko portowego falochronu) okazuje się trafieniem w dziesiątkę. Na brzegu, na którym zalegają całe sterty wodorostów wyrzuconych przypływem „urzęduje” duża grupa ptaków. Po przejściu (i podczołganiu) kilkunastu metrów instaluję się w pozycji leżącej w pobliżu linii wody. Ptaki raczej nie zwracają na mnie uwagi. W moim bezpośrednim sąsiedztwie żerują biegusy morskie, sieweczki obroźne i kilka szlamników. Kawałek dalej przy kamienistym wybrzeżu obleganym przez rybitwy popielate, spokojnie kołyszą się na wodzie edredony z młodymi. Co chwilę przelatuje popiskujący ostrygojad. Sieweczki spacerują elegancko wśród ganiających się grupek biegusów. Szlamniki przechadzają się leniwie w płytkiej wodzie zapadając co chwilę w krótki letarg.

Wyprawa do rezerwatu ptaków na wyspie Hornoya.
sieweczka i biegusy
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
rybitwy popielate
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
szlamnik
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
edredon

Nadszedł czas powrotu na przystań.

Dochodzi południe. Przy zacumowanej łodzi widzę grupę ludzi z lornetkami. Są Norwegowie, Szwedzi, Francuzi i jeden Polak – Piotr ze Szczecina. Piotr, zapalony fotograf przyrodnik, od dłuższego czasu podróżuje camperem po północnej Skandynawii. Jest imponująco wyposażony w sprzęt (teleobiektywy 400 i 800 mm robią wrażenie). Czekamy na naszego szypra wymieniając uwagi na temat dokonanych na półwyspie obserwacji i zrobionych zdjęć. Wreszcie wypływamy. W łodzi jest około 12 osób. Po kilku minutach skaliste klify wyspy Hornoya zaczynają się przybliżać.

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
port w Vardo
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
widok z wyspy Hornoya

Z każdą chwilą na wodzie i w powietrzu wokół nas jest coraz więcej ptaków. Dominują nurzyki. Obecne są również mewy srebrzyste i trójpalczaste, kormorany, alki i maskonury. Dobijamy. Kilka kroków po drewnianej kładce i jesteśmy w „ptasim raju”. Łódź odpływa z obietnicą powrotu za trzy godziny. Stoimy u podnóża klifu.

Przed i nam nami gdzie okiem sięgnąć tysiące ptaków. Na wodzie, w powietrzu i na skałach.

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
ptasie klify wyspy
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
nurzyki

Ogromną ptasią kolonię rejestrujemy wszystkimi zmysłami. Z każdej strony docierają do nas odgłosy ptaków generujących spory hałas. Powietrze przesycone jest zapachem ptasich odchodów i choć to niby nic przyjemnego, dopełnia również wyjątkowości tego miejsca. Na zarośniętych zielonych półkach skalnych, kilkanaście metrów przed nami widać przebywające w pobliżu swych nor maskonury. Na gniazdach siedzą kormorany. Kilkadziesiąt metrów dalej cała stroma ściana należy do hałasujących mew trójpalczastych, których na wyspie jest najwięcej.

Dosłownie co chwilę nad głową przelatują startujące z klifu lub wracające od strony morza ptaki. W momencie gdy przelatują naprawdę blisko słychać świst powietrza. W tym miejscu dominują maskonury. Są bardzo szybkie. Błyskawiczny przelot i jakby chaotyczne lądowanie. Zaczynam fotografować. Jakby na zamówienie spod chmury wychodzi słońce. Aby zwiększyć swoje szanse na dobre klatki, zdjęcia nadlatujących ptaków wykonuję seriami.

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
maskonury
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
kormoran czubaty
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
nurzyki
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
kormoran czubaty
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
maskonur
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
alka
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
para mew zasiedlających wyspę

Potem przychodzi czas na zdjęcia środowiskowe i w końcu portretowe. Maskonury są bardzo wdzięcznymi aktorami. Ich charakterystyczny, jakby groteskowy wygląd smutnych clownów na wszystkich robi wrażenie.

Wydeptaną ścieżką wzdłuż wybrzeża idę dalej rozpoczynając lekką wspinaczkę pod górę. Mijam uśmiechniętych, wręcz rozpromienionych ludzi. Mam wrażenie, że nie tylko ja przeżywam stan duchowego uniesienia. Gdzieś spod skały dochodzi mnie odgłos serii zdjęć wykonywanych przez Piotra. Na statywie ustawił aparat z superteleobiektywem, w ręku drugi wyposażony w zoom. Wymieniamy uśmiechy i idę dalej. Teraz kolej na sesje z nurzykami, alkami i kormoranami. W niektórych miejscach ptaki oddalone są od ścieżki nie bardziej niż na jakieś dwa metry. W tym miejscu mogę niemalże dotknąć swojej pasji. Kolejna grupa nurzyków, mewy srebrzyste i siodłate. 

Granit skał, zieleń stoków, błękit nieba i atramentowy kolor morza potęgują doznania.

Czas do powrotu łodzi zaczyna szybko umykać. Podchodzę w stronę dużego zgrupowania mew trójpalczastych. Gdzieś wysoko na skale rozlega się nagły wrzask setek ptaków. Nad kolonią pojawiły się dwa kruki. W asyście mew, drapieżcy przelatują raz i drugi wzdłuż klifu.

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
mewa trójpalczasta
mewy na gniedzie
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
przeganianie kruka

Nagle jeden z ptaków znika mi z pola widzenia, by po chwili znów się ukazać na tle błękitnego nieba. Odganiany przez mewy kruk zabiera w dziobie swój łup. Jajo. Bezradne mewy eskortują go jeszcze przez chwilę, po czym wracają na klif. Kruki odlatują. Powraca względny spokój. Podobne naloty intruzów w czasie mojego pobytu na wyspie powtarzają się kilka razy. Za każdym razem czarne ptaki odlatują ze zdobyczą. Wracam do fotografowania. W czasie spaceru po zielonym stoku widzę mewę srebrzystą lecącą prosto na mnie, mniej więcej na wysokości mojej głowy. W ostatniej chwili ptak wznosi się do góry dając mi odczuć, że zbliżyłem się zbyt blisko jej gniazda. Zanim się odwracam drugi z ptaków przeprowadza nalot. Pochylam głowę, bo wielki ptak przeleciał naprawdę blisko. Poczułem wręcz powiew powietrza spod skrzydeł. Zawracam. Schodzę ciut niżej i fotografuje kormorany czubate, leniwie siedzące na skale kilka metrów nad wodą.

Aparat zastępuję lornetką i przeczesuję setki ptaków pływających na powierzchni wody.

Szukam rzadkich okazów. M.in. nurzyków polarnych, które są tu dość często widywane. Niestety nie tym razem. Zagaduje do Szwedów pytając czy dostrzegli jakieś rarytasy. Niestety im również nie dopisało szczęście. Widzieli za to foki przepływające pomiędzy wyspami. Podobno przy dużej dozie szczęścia u brzegów wyspy można zobaczyć także wieloryby.

Gdy dochodzi 15:00 widzimy łódź wypływającą z portu w Vardo. Po kilku minutach jesteśmy już na jej pokładzie. Po kolejnych kilkunastu wysiadamy na przystani. Niebo zasnuwają chmury i zaczyna kropić deszcz. Na szczęście dopiero teraz, po powrocie z wyspy. Z głowami pełnymi ptasich obrazów i z ich krzykiem w uszach udajemy się na obiad, którego hitem jest zupa krabowa i wyśmienity pieczony łosoś. Tego dnia kropi już do wieczora. Po eksploracji wybrzeża w okolicy naszej kwatery kończymy dzień i pełni nadziei, że w ciągu nocy pogoda się poprawi idziemy spać.

Dzień 7. Wyprawa na „Koniec Świata”

Na ten dzień zaplanowaliśmy wyprawę do miejscowości Hamninberg.

Starej osady opuszczonej przez rybaków jakieś 40 lat temu. Hamninberg to prawdziwy „Koniec Świata”. Kończy się tam europejska sieć dróg. Dalej jechać się nie da. Gdy rano pakujemy się do samochodu (do przejechania mamy jakieś 40 km) uderza w nas z dużą siłą porywisty arktyczny wiatr. Jest zimno. W nocy temperatura spadła do 2 stopni powyżej zera. Obowiązkowym wyposażeniem tego dnia stają się kurtki, polary, zimowe czapki i rękawiczki. Pokonujemy podmorski tunel i będąc już na półwyspie skręcamy w prawo (kierujemy się na północ). Po kilku minutach wyjeżdżamy z cywilizacji i wkraczamy w dziewiczy świat przyrody przecięty jedynie cieniutką wstążką szosy.

Cały czas jedziemy wzdłuż wybrzeża. Po typowym „arktycznym” pustkowiu porozrzucane sa małe jeziorka zasilane wodą z topniejącego śniegu. Śnieg w grubych czapach zalega tu w wielu miejscach. Podczas drogi cały czas towarzyszą nam ptaki. Co kilka minut robimy przystanki i wysiadam z auta, aby zmagać się z wiatrem i próbować zbliżyć do moich fotograficznych obiektów. Widzimy m.in. łabędzie krzykliwe, bataliony, wydrzyki i setki mew. Na każdym z większych jeziorek wypatrujemy nurów, jednak i tu nie udaje się nam zarejestrować tego północnego gatunku. W pewnym momencie kilkadziesiąt metrów przed nami do lotu wzbija się bielik. W powietrzu dostrzegamy drugiego. Podjeżdżamy kawałek i widzimy mocno nadjedzoną padlinę renifera. To tu ucztowały wielkie drapieżniki. Ach gdyby tak sfotografować bielika żerującego w tym miejscu – byłoby to pewnie świetne zdjęcie. Niestety. Spłoszony ptak odleciał.

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
droga na „koniec Świata”
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
krajobraz półwyspu Varanger
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
nieliczne ślady obecności człowieka
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
bielik
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
bielik
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
pozostałości po uczcie bielków
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
łabędzie krzykliwe

Jedziemy dalej. Krajobraz zaczyna się zmieniać.

Z płaskiego dotychczas terenu zaczynają wyrastać „góry”. Są coraz wyższe. Zaczynamy się wznosić. Wąska droga pnie się teraz i kręci pomiędzy ostrymi skałami. Z prawej strony widzimy smagane wiatrem wody Morza Barentsa, z drugiej ciemnobrązowe ściany wyrastające coraz wyżej. Na tym odcinku w kilku bardziej płaskich miejscach mijamy kilka zabudowań. Głównie są to charakterystyczne dla Norwegii drewniane domki pomalowane typową ciemnoczerwono farbą. Wzdłuż drogi pokazują się owce. Jest ich całkiem sporo. Co jakiś czas o ich możliwej obecności przypominają nam znaki drogowe. Właściwie są tu tylko te z owcami i reniferami. Innych nie ma. Renifery są również obecne. Obserwujemy je dość często. Zwierzęta nie reagują na jadący dość blisko samochód jednak zatrzymanie auta i otwarcie okna (do zdjęcia) powoduje, że renifery odchodzą kawałek dalej. Czyli obowiązuje zasada ograniczonego zaufania – możesz być blisko, ale nie przesadzaj.

Droga pnie się coraz wyżej. Na odcinku tych kilkudziesięciu kilometrów mijamy zaledwie kilka aut. Każda mijanka wymaga zjechania na pobocze, co na wąskiej, nieobarierowanej drodze prowadzącej wzdłuż klifu wywołuje spore emocje. Gdy jesteśmy już dość wysoko zatrzymujemy się na jednej z małych zatoczek i obserwujemy wybrzeże. Kilkadziesiąt metrów pod nami, na falującej powierzchni morza udaje się nam wypatrzeć stado lodówek. Obok nich pływa kilka szlacharów. Cały czas ostro atakuje nas wiatr od morza. Momentami wprost ciężko jest otworzyć jest drzwi samochodu. Wiatr napiera na nie z niesamowitą siłą.

Robimy jeszcze kilka „ptasio-widokowych” przystanków i docieramy wreszcie do Hamninbergu.

Morze w pobliżu osady ma niewiarygodny turkusowy kolor. Nad powierzchnią wody śmigają rybitwy. Wysiadam z auta, aby zrobić kilka ujęć. Zmagam się z uderzeniami wiatru, aby przejść kilkanaście metrów. Jego uderzenia zatrzymują mnie w miejscu. Hałas wiatru odcina inne otaczające mnie dźwięki. Targają mną wielkie emocje. Postanawiam wyrzucić z siebie wielką radość przeżywania tych doznań i wydaje z siebie kilka dzikich okrzyków. To uczucie wręcz nie do opisania.

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
Hamninberg
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
rybitwy popielate

Jedziemy jeszcze kawałek dalej mijając osadę kilkunastu domków (dziś już tylko letniskowych) i dojeżdżamy do betonowego falochronu. W kilku zatoczkach w pobliżu osady znów możemy obserwować ptaki. Tym razem to rybitwy, mewy, ostrygojady i biegusy. Kilka metrów od samochodu znajduję dobrze zachowane poroże renifera. Dochodzimy na koniec falochronu symbolizujący nam wspomniany koniec świata i smagani wiatrem, czym prędzej wycofujemy się do samochodu. Podróż powrotna jest kopią tej odbytej w pierwszą stronę, czyli obserwacje z samochodu przeplatane fotograficzno-widokowymi przystankami. Daleko przed nami dostrzegamy stado reniferów idące w kierunku naszej jazdy dokładnie środkiem drogi. Wygląda to niesamowicie. Zatrzymujemy się i robię kilka klatek. Zwierzęta po chwili schodzą z jezdni i wolno się oddalają. Robimy sobie pamiątkowe zdjęcie przy grubej warstwie śniegu zsuwającej się niczym wielka kołdra na drogę.

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
czerwiec na Varanger

Gdy zbliżamy się do tunelu prowadzącego z półwyspu na „naszą” wyspę postanawiam wysiąść i odbyć pieszą wyprawę po okolicy.

Nasze auto z resztą grupy ginie powoli w czarnej dziurze tunelu. Zakładam plecak ze sprzętem i powoli ruszam w kierunku przeciwnym do morza. Z przyjemnością odnotowuję fakt, że siła wiatru słabnie. Pojawiają się pierwsze chwile ciszy. Liczne obłoki pędzone do tej pory wiatrem zwalniają i na dłużej odsłaniają błękit nieba. Słońce w tej części Europy świeci pod takim kątem, że praktycznie cały czas, kiedy nie jest zasłonięte chmurami daje doskonałe światło do fotografowania. Po kilku minutach trafiam na dużą kolonię lemingów. W jednym miejscu krzyżuje się ich kilka tras szybkiego ruchu. Naprawdę szybkiego. Zwierzątko dostrzegające człowieka potrzebuje dosłownie sekundy do pokonania takiej ścieżki i czmychnięcia do jednej z wielu norek. Nie mogąc doczekać się pojawienia tych małych gryzoni idę dalej. Powoli wspinam się na płaskowyż. Co jakieś trafiam na kolejnych przedstawicieli awifauny: bataliona, sieweczke obroźną, łęczaka, siewkę złotą, pliszkę żółtą, świergotka łąkowego, wydrzyka (w jasnym i ciemnym ubarwieniu). Otacza mnie wielka otwarta przestrzeń.

Gdzie okiem sięgnąć po horyzont wielka pustka Półwyspu Varanger.

Bliżej mnie, na rudym podłożu tundry leży kilka czap śniegu. Dalej, na horyzoncie widzę kilka wzniesień. Gdzieś w oddali widać szara linię drogi, którą wcześniej pokonaliśmy. Wzdłuż drogi linia elektryczna. Droga i linia są jedynymi elementami krajobrazu przypominającymi o cywilizacji ludzkiej. O ludziach, którzy nauczyli się żyć w tej niemalże „księżycowej” scenerii. Wiatr ustał. Zapanowała cisza. Kilka razy, gdy mam już zawracać jakaś niewidzialna siła każe mi iść dalej i dalej. Daleko za moimi plecami rysuje się linia morza. Idę przed siebie dalej, pokonując wolno kolejne kilometry. Wolno wspinałem się coraz wyżej. Nie boję się zagubienia w tym bezkresnym terenie. Wiem, że gdy zacznę iść „w dół” będę musiał dojść do wybrzeża. Dochodzę do wzniesienia i ostrych skał. Pchany ciekawością wspinam się na nie, aby zobaczyć co kryje się dalej. Nie dziwię się bardzo, gdy widzę za nimi (aż po horyzont) kolejna wielką przestrzeń pustki.

Decyduję o odwrocie. Po grubej warstwie śniegu dochodzę do miejsca, w którym rzeka o atramentowym kolorze wody wypływa spod śniegu niczym spod poprzecinanego szczelinami lodowca. Robię kilka zdjęć i rozpocząłem schodzenie w dół. Po drodze mijam stada reniferów pasących się leniwie na płaskowyżu. „Zaliczam” też kilka kolejnych gatunków ptaków , m.in. siewki złote. Natykam się również na parę wydrzyków aktywnie broniących swojego terytorium. Ptaki atakują mnie przelatując kilka razy bezpośrednio przed moją twarzą. Zmieniam kierunek marszu i obchodząc gniazdo z boku dochodzę do niedużego wodospadu.

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
krajobrazy Varanger
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
rzeczka zasilana wiosennymi roztopami
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
krajobraz Varanger, północne krańce Europy
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
tundra
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
wydrzyk w odmianie ciemnej

Stąd mam już niedaleko do drogi. Gdy wreszcie do niej dochodzę, telefonicznie „wzywam” transport. Gdy jestem już na „naszej” wyspie, uświadamiam sobie, że kilkugodzinny spacer z dość ciężkim plecakiem wcale nie pozbawił mnie sił. W związku tym nie zahaczając o kwaterę idę prosto na kamienisty brzeg wyspy. Z daleka widzę na nim duże zgrupowanie ptaków – głównie mew i rybitw. Na brzegu morza fotografuję do godziny 23:00.

Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
wszechobecne ptaki na tundrowym wybrzeżu
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
stado mew na wybrzeżu
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
wieczorna sesja z rybitwami
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
rybitwa popielata
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
światło późnego wieczoru
Relacja z wyprawy na półwysep Varanger i wyspę Hornoya
godzina 23:00

Słońce powoli schodzi do horyzontu, dając ciepłe barwy. Wiedząc, że nie zajdzie nie muszę się spieszyć. Zaliczam też bliski kontakt z Morzem Barentsa. Fotografując rybitwy chodzę po skalistym brzegu. Gdy stawiam nogę na jednej ze skałek czuję, że zsuwam się dosłownie jak po pochylni. Zanim zdążyłem zareagować stoję już po kolana w morzu. Zanim buty przemiękły wyskakuję z wody. Skała, na której stanąłem była wyjątkowo mocno obrośnięta glonami. Uświadamiam sobie, że przecież w tym miejscu mogło być dużo głębiej i daje mi to mocno do myślenia. Wracam na kwaterę. Dzień kończę kilkoma fotografiami „w słońcu o północy”. Późnym wieczorem skurcze żołądka przypominają mi o tym, że ostatni posiłek jadłem wiele godzin temu. To był długi dzień pełen niezapomnianych wrażeń. Na jedzenie zwyczajnie nie było czasu…

 

© michalstanecki.com 2011

Relacja pochodzi z mojego archiwum. Na Półwyspie Varanger byliśmy w roku 2011. Do Skandynawii wróciliśmy w roku 2016, kiedy to objechaliśmy Finlandię.

Zdjęcia z tego wyjazdu można zobaczyć na stronach: