Noc spędzaliśmy w lesie, na naszej działce. Obudziłem się u schyłku nocy. Niespiesznie wstałem (przyszły do mnie dwa ciepłe psy), napaliłem w piecu, żeby śpiochy miały ciepło, zrobiłem sobie kawę na wynos i ruszyłem na pobliskie stawy. Gdy pierwsze światła zaczęły się przepychać z mgłami, spokojnie wiszącymi nad wodą, zaczęły dziać się czary. Nad horyzont zaczęły się wysuwać kolejne barwy wypychane przez wschodzące słońce, a wokół zagrały jesienne przebarwienia. Ehh, ale to był widok … Mocne doznania estetyczne i wielkie emocjonalne poruszenie. Wszytko to podsycane przez zapach rześkiego, mroźnego powietrza, które nieźle szczypało w nos i wychładzało dłonie.
Takie obrazki, malowane promieniami słońca, potrafią nieźle naładować moje akumulatory, dając dużo pozytywnej energii, która wychodzi na twarz w postaci szczerego uśmiechu … :-)
Gdy wracałem, zatrzymałem się jeszcze na łące, na której ciepło promieni słonecznych zaczęło rozpuszczać drobinki lodu, które w trakcie nocy, na drobnych roślinach wyczarował mróz. To dopełniło przeżycia tego poranka i zbudowało mój cały dzień. Dla takich poranków warto zarywać czarne i chłodne, jesienne noce. Zdecydowanie warto …
