Przyszła zima…
Póki co tylko ta astronomiczna, bo za oknem wciąż utrzymuje się najgorszy wariant jesieni. Deszcz i deszcz zacinający wraz z silnymi podmuchami wiatru. Choć ciężko o motywację do wyjścia z domu, ruszamy na długi spacer wzdłuż Warty. Na łąkach stoi woda, której w niektórych miejscach jest tak dużo, że tworzą się rozległe, płytkie jeziora. Gdzieś na niebie, nad warstwą niskich chmur słychać lecące gęsi. Na mokrych łąkach w kilku miejscach widać łabędzie. Jest też liczące kilkadziesiąt ptaków stado czajek. Nagle zupełnie znikąd pojawia się też samotna śmieszka. W oddali przelatują żurawie. W kilku miejscach widać ślady obecności bobrów. Widać też ich żeremie. Jest bardzo mokro, bo deszcz nie przestaje zacinać…
Kolejny dzień, kolejny spacer i kolejna rzeka. Tym razem Grabia. Znów w deszczu. Tym razem ptaki się nie pokazują. Gdzieś z lasu dobiegają tylko głosy sikor. Jadąc do domu widzimy za to duże stado szpaków i kwiczołów. Nad łąką przelatuje kruk. Deszcz pada nieustannie.
No to jeszcze krótki spacer po lesie. Tym razem deszcz również nie ustaje. Wyjęta lornetka lu b aparat po chwili robią się mokre. Na polanę wychodzi stado jeleni. Ostrożne zwierzęta wycofują się odruchowo w gęstwinę. Zatrzymują się na moment, krótko pozując do pamiątkowego zdjęcia. Po chwili odchodzą w głąb lasu. Jak duchy. Jakby ich wcale nie było. I tylko deszcz nieustannie pada …
Zobacz także:

















