Na wybrzeże jeździmy w okresie od końca września do końca maja (z pominięciem majówki). Plaże są zwykle puste, na szlakach i leśnych ścieżkach można spotkać niewiele osób. Miasteczka żyją ciszej i spokojniej, zbierając siły na letni sezon. To czas, w jakim na pierwszym planie jest przyroda. Na Mierzeję Wiślaną zaglądamy dość systematycznie od kilku lat. Mieliśmy okazję oglądać piękną jesień, z pełną gamą kolorów w przebarwiających się buczynach, widzieliśmy mocne sztormy połykające całą szerokość plaży, z wiatrem tak silnym, że nie dało się wyjść zza linii drzew. Widzieliśmy zimę z zamarzniętym Zalewem Wiślanym, gdy zwały lodu tworzyły prawdziwie arktyczny krajobraz. Teraz przyszła kolej na późną wiosnę pod koniec maja. Ostatni tydzień przed długim weekendem otwierającym czas „sezonu”.
Odwiedziliśmy podmokłe lasy po stronie Zalewu, a także mieszane lasy ciągnące się wzdłuż wydm i plaż. W niektórych miejscach była to ściany i dachy utkane z tej wyjątkowej, świeżej zieleni wiosny. Ogromne buki, dęby i świerki, tworzyły tunele, którymi mogliśmy się poruszać podczas naszych wędrówek.
Podczas krótkiego, kilkudniowego pobytu, udało się zobaczyć i usłyszeć 72 gatunki ptaków, liczne dziki, daniele i sarny, żaby, kumaki, padalce, a także przeróżne chrząszcze i całą gamę owadów latających.
Na szlakach liczebnością dominowały zięby, świstunki leśne i czarnogłówki. Jednego dnia wszędzie odzywały się dziwonie i zaganiacze. Kolejnego trafiliśmy na nigdy przez nas nie widzianą w Polsce muchołówkę małą. Ponieważ nadal nie mam teleobiektywu, to nie załączam ptasich portretów ;-)
Odwiedziliśmy również kolonię kormoranów, w pobliżu której udostępniony jest jeden z pieszych szlaków. Tam obecność ptaków można było zarejestrować wieloma zmysłami.
Kilka pocztówek znad morza …
I oczywiście nasza drużyna ;-)
