Wydarzenia 2020 roku nie nam jednym pokrzyżowały plany. Kilka wyjazdów udało się zrealizować, z innych trzeba było zrezygnować. Po raz pierwszy w życiu odwiedziliśmy Wigierski Park Narodowy (maj) i po raz pierwszy zapuściliśmy się na Pogórze Przemyskie (październik). To drugie miejsce zrobiło na nas duże wrażenie. Z jednej strony w miarę jeszcze „dzika” Przyroda, z drugiej brak infrastruktury i turystów. Do tego niestety wyjątkowo wyniszczająca eksploatacja lasów, która postępując w tym tempie dość szybko upora się z naturalna wyjątkowością tego obszaru.
Kolejny raz zajrzeliśmy w Karkonosze (styczeń), w Ujście Warty (wrzesień) oraz do Sobiboru i Poleskiego PN (październik). Do tego doszły jednodniowe wycieczki do Drawieńskiego PN i w Ujście Wisły. W miarę możliwości aktywnie też spędzaliśmy weekendy. Jednodniowych, lokalnych wypadów w teren naliczyliśmy w tym roku aż 41.
Najczęściej gościliśmy nad Jeziorskiem, ale zaglądaliśmy również w doliny Bzury i Neru, Słudwi i Przysowy, nad Zalew Sulejowski, Pilicę i do lasów w rejonie Spały. Systematycznie wędrowaliśmy po stawach hodowlanych i kilku innych kompleksach leśnych w województwie łódzkim.
Podczas większości tych wszystkich aktywności liczyliśmy ptaki. W ramach Wielkiego Roku, czyli obserwacji w ciągu roku kalendarzowego, na naszą listę trafiło 196 gatunków. Pierwszy raz na polskiej ziemi udało się zobaczyć mornele i czaplę nadobną. Te dwa gatunki pojawiły się w „naszej” okolicy. „Zaliczanie” innych rzadkości, których w tym roku w Polsce nie brakowało, zdecydowanie sobie odpuściliśmy. Cały czas ogromną frajdę sprawia nam obserwowanie gatunków dość pospolitych. W ostatnich tygodniach szukaliśmy m.in. morskich kaczek na śródlądowych wodach. Do tych pospolitych dochodziły te, których nie obserwuje się na co dzień i było to zawsze dodatkowym bonusem. Tak było np. z płomykówką, której tegoroczną obserwację zaliczamy do bardziej emocjonujących. Poza konkretnymi gatunkami niezmiennie bardzo nas ekscytuje oglądanie dużych zgrupowań ptaków. Możliwości takich obserwacji oferuje nam głównie rezerwat na Jeziorsku. Najczęściej były to wieczorne zlotowiska żurawi, ogromne stada odpoczywających gęsi, duże zgrupowania siewek i chyba największe liczebności, czyli wielogatunkowe stada kaczek. Dość spektakularnie wyglądają też czaple białe, których czasem potrafią zebrać się setkami. Wyobraźcie sobie tysiące ptaków podrywających się do lotu, w obawie przed nadlatującym bielikiem. Takie obrazy, a także towarzyszące temu dźwięki na długo pozostają w pamięci. Jak wielu innych birdwatcherów liczymy również gatunki widziane i słyszane podczas tych właśnie jednodniowych wycieczek. Rekordowy niezmiennie pozostaje maj (124 gatunki podczas nieformalnego Rajdu Ptasiarzy i 91 i inny dzień), choć i w zimowych miesiącach można obserwować około 60 gatunków.
Widzieliśmy w tym roku wiele atrakcyjnych przyrodniczo miejsc, choćby bardzo efektowne krajobrazowo Suchary w Wigierskim PN, czy fragmenty Puszczy Karpackiej na południowym –wschodzie kraju. Pierwszy raz zobaczyliśmy wreszcie sobiborskie bagna ze stojąca wodą. W Ujściu Warty trafiliśmy na fantastyczne rykowisko jeleni, a na Jeziorsku mogliśmy systematycznie obserwować spektakularne wielotysięczne stada ptaków. Wszystkie nasze tegoroczne aktywności spina jednak jedna negatywna kwestia – wycinka lasów. Nie było miejsca, w którym, nie dałoby się zobaczyć trwających prac lub krajobrazu po pracach leśnych. Skala wycinki w Polsce przytłacza, a jeszcze bardziej pogrążająca jest świadomość, że póki co nie zanosi się na zmianę i zaprzestanie cięć choćby w lasach najcenniejszych przyrodniczo.
