Home Obserwacje przyrodnicze O panie, jak tu kiedyś było pięknie …

O panie, jak tu kiedyś było pięknie …

by Michał Stanecki

Jeziorsko jakiego nie znamy...

W niedzielny ranek, kolejny raz tego lata, pojechaliśmy obserwować ptaki stacjonujące na Zbiorku Jeziorsko. Lunetę ustawiliśmy na wyższym brzegu, z którego roztaczał się szeroki widok na kluczową dla nas część zbiornika. Przejrzeliśmy tysiące ptaków, dłużej zatrzymując się na szczudłakach i czapli nadobnej, którą na liście mojego Wielkiego Roku dopisałem na pozycji nr 200. Gdy nasyciliśmy się ptakami, zaczęliśmy zwijać sprzęt i zbierać się do powrotu, zobaczyliśmy, że zbliża się do nas dwóch miejscowych. Wyglądali na lokalnych gospodarzy. Obaj nieśli ze sobą po butelce piwa.

– O, my idziemy popatrzeć, a Wy się zwijacie – zagadał straszy.

– Eee, nie, jak chcecie popatrzeć to zapraszamy.

Chcieli. Zwłaszcza jeden, bo drugi, jak twierdził, to ptaki widzi od siebie z podwórka. Ale ten pierwszy był żywo zainteresowany obserwacją. No to wycelowałem lunetę w bociany czarne. Starszy zerknął. Jeszcze pokazałem jak ustawiać ostrość, no i się zaczęło.

– O panie, to czarne bociany???!

Wyjaśniłem, że zawsze u schyłku lata się tu zlatują. Drugi z panów wiedział, że czarne odlatują sporo później niż białe. Starszy znów zerknął w okular lunety.

– O panie, ale tych ptaków tu jest …

Mówię, że tam dalej, te beżowe to gęsi, a z boku żurawie, a te białe to czaple i łabędzie. Starszy zaczął sam przesuwać lunetę, głośno wyrażając swoje zaskoczenie widzianą ilością ptaków. Był pod dużym wrażaniem.

– A wiecie, że ptasiarze mają tam te swoje namioty? – nawiązał do nieodległego obozu ornitologicznego, który niedawno ruszył.

Spytałem, czy jako miejscowi pamiętają czasy sprzed zbiornika.

– O panie, no pewnie, że pamiętamy. Pierwsza woda to była zalana w 1989 roku, ale tamę to zaczęli budować jeszcze za Gierka.

– A jak tu było zanim zalali – pytam.

– O panie, tu było pięknie… Zielono, tu przed nami to pasły się krowy. Tam dalej, przed drzewami z drugiej strony, płynęła rzeka. Ona wylewała i rozlewała się po tych łąkach. Ale tu było wtedy pięknie…

– Tu gospodarze z kilku wiosek mieli w sumie 1000 krów. Tu się pasły, a tam dalej, to się kosiło łąki na siano. Wtedy to tu było ładnie. Teraz to w sumie można powiedzieć, że to zniszczyli. No niby wszystko ratują te ptaki, ale jak ich nie ma, to zostaje tylko śmierdzące błoto – do rozmowy włączył się ten drugi.

– Ludzi wysiedlono, domy zburzyły spychacze, drzewa ścięto. No i zalali. A kiedyś to tu było naprawdę pięknie. Z rzeki mogłem się wody napić, taka była czysta – mówi starszy.

– A ile tu było kiełbików, one panie w czystej wodzie tylko żyją. Czarno było na dnie od nich – dorzuca młodszy.

Starszy się drapie po głowie, bierze patyk i zaczyna coś rysować na trawie.

– Tu płynęła rzeka, tu byłoby koszone łąki – niestety z rysunku nic nie wynika. Starszy drapie się po głowie.

– Jakby to Wam powiedzieć, ja mam gdzieś takie stare zdjęcia, ale kto to znajdzie. Tu było tak szeroko i zielono, aż do drugiego brzegu.

– Dolina  – podpowiadam.

– O tak, to się chyba dolina nazywa – mówi gospodarz. A jak krowy się pasły, to psy pilnowały. Jak jaka szła w szkodę, to pies ją zaganiał z powrotem. Spokojnie było i bardzo ładnie.

Stoimy przy lunecie i sobie rozmawiamy. My pytamy, panowie opowiadają. W międzyczasie na wodzie ogromne poruszenie. Tysiące ptaków się zrywają, bo lecą dwa bieliki.

– Bieliki mówię – „orły” – dodaję dla jasności.

– A orłów to jest sporo, zwłaszcza jesienią i zimą – mówi młodszy. Otwiera piwo i piana wylewa się na trawę.

Widać, że Ci spracowani i zmęczeni robotą mężczyźni są w dobrym, niedzielnym nastroju. Starszy z lekkim rozrzewnieniem wspomina stare czasy, kiedy okoliczne wioski żyły jeszcze bez zbiornika. Przypominają sobie ich nazwy i lokalizacje. Czasem krótko się spierają, czy to bo tu czy tam, albo którędy płynęła rzeka. Widać i słychać, że akceptują obecną rzeczywistość, tą kształtowaną przez obecność dużego zalewu. Na zbiornik patrzą jednak zupełnie beznamiętnie. Zwracają uwagę na ptaki, doceniają rezerwat i obecność tak wielkich, zwłaszcza sezonowo, liczebności gęsi i innych gatunków. Przez chwilę wspominają coś o kormoranach, których jest za dużo, jednak widać, że za bardzo ich to nie rusza. Raczej nie są wędkarzami i chyba powtarzają tylko utarty slogan. Starszy jeszcze kilka razy z uznaniem mówi o bocianach czarnych, które – jak widać – bardzo mu się spodobały.

To spotkanie bardzo nas ucieszyło. Z jednej strony możliwość spojrzenia na ptaki, do tego zobaczenia ich z bliska przez lunetę, dotknęła w nich jakiejś wrażliwej struny. Z drugiej nasza rozmowa naprowadziła tych twardych facetów na wspomnienia „starych, dobrych czasów”. Czasów ich młodości i pewnie innego, prostszego, może wolniejszego życia. Podziękowali i poszli w swoja stronę. My poszliśmy w swoją stronę. To było dobre spotkanie i dobra rozmowa, która wprawiła ich w jeszcze lepszy nastrój. Pewnie nawet piwo smakował im lepiej … :-)

Spotkania z Przyrodą na Instagramie

You may also like