Święto ptasiarzy.
Co roku w maju jest taki dzień, w którym obserwatorzy ptaków w Polsce wyruszają w teren, aby w ciągu jednej doby „zaliczyć” jak najwięcej gatunków ptaków. Warunki są proste. Działa się w drużynach, ptaki można zobaczyć lub usłyszeć, a akcja może się rozgrywać tylko na terenie jednego województwa. Oficjalnie ta zabawa nazywana jest Rajdem Ptasiarzy i uczestniczą w niej zarejestrowane drużyny. My od kilku lat również robimy swój rajd, jednak z uwagi na nietypową drużynę, startujemy nieoficjalnie.
W ubiegłym roku, dzięki dużemu wysiłkowi i dużej intensywności wycieczki, ustanowiliśmy nasz rekord. Zaliczyliśmy aż 130 gatunków. W tym postawiliśmy sobie zdecydowanie mniej ambitny cel – zaliczyć setkę. W końcu chodzi o fajną przygodę i dobrą zabawę, a nie o szaloną gonitwę po lasach i stawach.
Z takim nastawieniem w piątkowy wieczór pojechaliśmy na działkę, aby w dniu akcji, od samego startu być w terenie. Gdy kładliśmy się spać tuż po godzinie 20:00, wiedzieliśmy, że długo nie pośpimy…

CZARNĄ NOCĄ.
Budzik odzywa się w samym środku nocy. Pozytywnie zmotywowani wstajemy jednak bez problemu. Po chwili pachnie kawa, a piknikowej torbie ląduje prowiant, termosy i liczne przekąski dla psów. Jemy lekkie śniadanie, Rafa z Ibrą też pochłaniają część swojej śniadaniowej porcji i jesteśmy gotowi do wyjazdu. Do auta pakujemy też torbę ze sprzętem fotograficznym i kurtki przeciwdeszczowe. Słyszymy pierwsze dźwięki. To dochodzące z oddali buczenie bąka i tym sposobem to własnie ta wyjątkowo tajemnicza czapla otwiera naszą listę. Jest 3:18. Ruszamy. Zalegają całkowite ciemności, jest mokro, a termometr pokazuje 8 stopni.
Zaczynamy od nieodległych stawów. Chcemy sprawdzić, czy będą się odzywać jakieś nocne marki. Po drodze widzimy bociana stojącego na oświetlanym światłami samochodu gnieździe. Dojeżdżamy do stawów. Z oddali słychać wrzaski śmieszek. Trzciniak wyśpiewuje swoją twardą piosenkę. Śpiewa również rokitniczka, odzywa się łyska, a po kolejnej chwili zaczynają „kwiczeć” perkozy rdzawoszyje.

BLADYM ŚWITEM.
Jedziemy do leśnego rezerwatu. Mijamy kolonię gawronów, z której nawet w ciemnościach słychać charakterystyczne „gaaa”. Po drodze dopisujemy kosa i śpiewaka. Gdy wysiadamy nieopodal rezerwatu zaczyna się robić szaro.
Ptaki zaczynają się rozkręcać. Co chwilę dochodzą głosy kolejnych gatunków. Ruszamy na kilkukilometrowy spacer i w ciągu niespełna godziny do listy dopisujemy 22 pozycje.
Zaczynaja trznadel, kukułka i bażant na łące pod lasem. W samym lesie słyszymy i widzimy m.in.: piecuszka, grzywacza, sosnówkę, strzyżyka, kapturkę, modraszkę, bogatkę, pierwiosnka, ziębę, rudzika, wilgę, świergotka drzewnego, muchołówkę szarą (nasza pierwsza w tym roku), dzięcioła dużego, sójkę, mysikrólika, zniczka, dzięcioła czarnego, lerkę (na zrębie) i kruka. Prawdziwymi ozdobami tego spaceru były jednak puszczyki, które odzywały się głośno na drzewach, gdzieś nad naszymi głowami.

Jeszcze w nocy przekraczamy Ner. 
W leśnym rezerwacie zaczyna budzić się dzień. 
Z każdą minutą jest coraz widniej. 
Gdy kończymy spacer i wyjeżdżamy z lasu jest już całkiem widno.
Kolejne punkty na naszej trasie to rzeka Warta i zbiornik Jeziorsko. Jadąc przez zaspane wioski rejestrujemy wróble, szpaki, sierpówki, potrzeszcza, myszołowa, krzyżówkę (pod mostkiem na małej rzeczce), słowika rdzawego, dymówki, cierniówkę, gołębie, sroki, kawki, kwiczoły, dzwońca i piegżę.
WCZESNYM RANKIEM.
O godzinie 5:50 dojeżdżamy do wału, zostawiamy auto i ruszamy na spacer wzdłuż Warty. Na łąkach, które jeszcze niedawno były zalane wody jest już bardzo mało.

Druga duża rzeka na naszej trasie. 
Po rozległych rozlewiskach Warty zostały już tylko nieliczne rzeczki na łąkach 
Pierwsze tegoroczne maki. 
Kwitnąca łąka pod wałem.


Na marszu wzdłuż rzeki schodzi nam kolejna godzina. Nabijamy kilometry. Do naszych obserwacji doliczamy: łabędzia niemego, brzęczkę, gęgawę, derkacza (nasz pierwszy w tym roku), czaple siwą i białą, pustułkę, czajkę, kormorana, żurawia, krwawodzioba, pliszkę żółtą, skowronka, błotniaka stawowego, świergotka łąkowego, potrzosa, rycyka i wronę.
Wychodzi słońce i robi się ciut cieplej. Wracamy do auta i jemy drugie śniadanie. Psy piją ze swoich podróżnych misek. Z kubkami napełnionymi ciepłymi napojami ruszamy nad Jeziorsko.
PRZEDPOŁUDNIEM.
Stan wody na zbiorniku jest bardzo wysoki, co niestety nie sprzyja obecności wielu gatunków ptaków. Wypatrujemy te na wodzie i nasłuchujemy innych z okolicy zalewu. Do spisu trafiają: pleszka (nasza pierwsza w tym roku), dudek, rybitwa rzeczna i czarna, perkoz dwuczuby, bielik, krakwa, cyranka, krogulec, czernica, krętogłów, ohar, mewa białogłowa, głowienka, łęczak, pliszka siwa, zausznik i świstun.
Jest godzina 8:15 o na liście mamy już 85 gatunków.

Opuszczamy Jeziorsko i jedziemy nad inny sztuczny zbiornik. Choć zdecydowanie mniejszy, to równie atrakcyjny dla obserwatorów. Przed godziną 9:00 jesteśmy na miejscu i tym razem tylko przy pomocy lunety przeczesujemy powierzchnię wody i zarośla na brzegach niewielkiej wysepki. Wypatrujemy brodźca piskliwego, gągoła, płaskonosa, a ku naszej wielkiej uciesze na niebie widziemy pierwszego w tym roku jerzyka.
W SAMO POŁUDNIE.
Teraz w planie mamy powrót na działkę i chwilę odpoczynku, oczywiście na zewnątrz, aby dać sobie szansę usłyszeć w lesie kolejne ptaki. Na chwile zatrzymujemy się jeszcze na stawach po drodze, tych samych od których zaczęliśmy dzień. Wypatrujemy brzegówkę (nasza pierwsza w tym roku) i perkozka. We wsi widzimy mazurka i kulczyka.



W działkowym lesie pokazują się muchołówki żałobne, które jak się okazało zajęły jedną z naszych budek lęgowych. Jest godzina 11:00. Pół godziny odpoczywamy. Jest chwila na kawałek lokalnego drożdżowca i kolejny kubek kawy.
Teraz trzeba jechać do miasta. Nakarmić kota i psy, a przy okazji zjeść lekki obiad. Jadąc do Łodzi zahaczamy o kolejny kompleks stawów hodowlanych. Na łachach pogłębianego zbiornika widzimy biegusa zmiennego i sieweczkę rzeczną. W południe na liście mamy 96 gatunków.
WCZESNYM POPOŁUDNIEM.
Po 13:00 ruszamy na popołudniową część wyprawy. Tym razem jedziemy na północ naszego województwa – w Dolinę Bzury.

Trzecia duża rzeka przekraczana tego dnia. 
Pradolina to jedno z najbardziej atrakcyjnych przyrodniczo rejonów naszego województwa.
Zatrzymujemy się na dwóch kompleksach stawów. Z uwagi na niechęć ich gospodarzy do niezapowiedzianych gości i wymogi formalne (konieczność uzyskiwania zezwoleń), nie wchodzimy na oznakowane zakazami wstępu tereny. Ptaki wypatrujemy z granic tych rewirów. Na listę trafiają: trzcinniczek, mewa srebrzysta, kuropatwa, makolągwa, a także łozówka i gąsiorek (nasze pierwsze w tym roku). Na naszej liście przekraczamy „setkę”, tym samym realizujemy nasze założenie. Bawimy się dalej.
Po kolejnym tego dnia przystanku (kolejne otwarcie bagażnika, rozstawienie statywu, przypięcie lunety, obserwacje, odpięcie lunety, złożenie i schowanie statywu, wyjęcie aparatu, itd.) zaczynamy odczuwać zmęczenie.
Oczywiście tylko my, bo nasze psy cały czas wyglądają na zachwycone. W czasie przejazdów regenerują się śpiąc na tylnej kanapie auta, by po kilkunastu minutach z nową energią ruszyć na kolejny „ptasi szlak”.

Dominujące w majowych krajobrazach pola rzepaku. 
Sylwetka bielika na niebie. 
Nasz pierwszy w tym roku gąsiorek.
POPOŁUDNIEM.
Kolejnym przystankiem jest „dość” dziki liściasty las, położony niemalże idealnie w geometrycznym środku Polski.

W tej ostoi zwierzyny (przez lata fotografowałem tam jelenie, daniele, sarny, dziki, lisy, zające, kuny, łasice, gryzonie i oczywiście ptaki) jest bardzo zielono i super gęsto. Przedzieramy się wzdłuż osi lasu. Największe atrakcje tego miejsca to możliwość posłuchania specyficznego, bardzo gadatliwego śpiewu zaganiacza (naszego pierwszego w tym roku) oraz wsłuchiwanie się w przyjemne, miękkie gruchanie turkawek. Te rzadkie u nas gołebie upodobały sobie gęste liściaste młodniki. Jeden z ptaków dla odmiany „nadawał” z wysokiego drzewa. Słychać również grubodzioby i świstunki leśne.

WCZESNYM WIECZOREM.
Jest godzina 17:00. Na liście mamy 106 gatunków. Po kolejnym spacerze i kolejnych przemaszerowanych kilometrach odczuwamy rosnące zmęczenie. W rozleniwiającym popołudniowym słońcu zaczyna się robić sennie. Zmęczenie wreszcie dopada także psy. Zdejmujemy z nich kilka kleszczy (cały czas jesteśmy czujni, kontrolujemy je systematycznie) i ruszamy dalej.

Rozpoczynamy podróż powrotną. Ruszając w stronę działki (zamierzamy skończyć również w lesie, dając sobie dodatkową szansę na jakieś późno wieczorne ptasie niespodzianki) odbijemy jeszcze w miejsce, w którym od kilku lat możemy obserwować pójdźki. Tym razem te niesamowite sowy nie chcą się jednak pokazać. Nad jednym z pól widzimy za to błotniaka łąkowego. To całkiem niezła rekompensata. Ten dość rzadki drapieżnik jest naszym numerem 107. Około 19:30 robimy ostatni przystanek na tych samych stawach, na których byliśmy tego dnia już dwa razy. I tym razem dopisujemy do listy dodatkowy gatunek – hełmiatkę. To samiec widywany na tym kompleksie już od liku tygodni. Później okazuje się, że to ostatni zapis na naszej liście obserwacji z 11 maja 2019 roku.
O ZMIERZCHU.
Dojeżdżamy na działkę. Wyłączamy silnik, zamykamy bramę i wypakowujemy graty. Zmęczeni ale zadowoleni pakujemy się do domku. Lekka kolacja, prysznic i po krótkim nasłuchiwaniu odgłosów lasu kładziemy się spać. Jest 21:30. Byliśmy na nogach 19 godzin.
Widzieliśmy / słyszeliśmy 108 gatunków ptaków.
Pochłonęliśmy kilka kanapek, kawał ciasta i trochę owoców i przekąsek, a także wypiliśmy sporo wody i osuszyliśmy kilka termosów herbaty i kawy.
Psy zaliczyły super aktywny dzień w ciągu którego oprócz spacerów po łąkach, lasach i groblach stawów, zaliczyły kąpiel w rzece, a także pożarły kilka misek karmy, paczkę kabanosów i całą stertę gryzaków. Także one zaliczyły swój (pierwszy razem) rajd. Plan został zrealizowany.
Może w przyszłym roku warto będzie sprawdzić się w innym wariancie tej zabawy. W próbie zaobserwowania jak największej liczby gatunków z jednego miejsca. To brzmi jak niezłe wyzwanie…
Ssaki i inne zwierzaki.

Przy okazji w ciagu dnia widzieliśmy i słyszeliśmy również inne zwierzaki. Sarny widzieliśmy w 12 różnych miejscach. Zające w 6. Raz widzieliśmy lisa. Do tego dużego zaskrońca, żaby wodne, kumaki i ropuchy. No i całą masę owadów.
LICZBY DNIA
108 – liczba „zaliczonych” gatunków.
350 – liczba przejechanych kilometrów.
19 – liczba godzin na nogach.
16 – liczba przemaszerowanych kilometrów.
6 – liczba odwiedzonych zbiorników wodnych / kompleksów stawów hodowlanych.
3 – liczba odwiedzonych dużych (jak na warunki naszego rejonu) rzek.
3 – liczba odwiedzonych kompleksów leśnych.
3 – liczba odwiedzonych stacji benzynowych i sklepów spożywczych ;-)












