czyli naturalne nawadnianie okolicy …
Na niewielkim dopływie Neru (na granicy lasu i łąki) przez kilka lat widać było ślady stałej obecności bobrów. Zwierzęta okresowo spiętrzały poziom wody w rzeczce i regularnie zgryzały kolejne drzewa. Gdy przy wyższym poziomie wody łąka była lekko zalewana, w sezonie wiosennym często pojawiały się na niej liczne bociany i żurawie. W ubiegłym roku, po serii radykalnych interwencji związanych z oczyszczaniem koryta rzeki przez ludzi wyposażonych w koparki, bobry się wyniosły. Gdy kilka dni temu odwiedziłem to miejsce znów zobaczyłem leżące, stosunkowo niedawno poobgryzane drzewa. Oznacza to, że te duże ziemnowodne gryzonie powróciły w miejsce, które z różnych względów tak bardzo im odpowiada. Choć samego bobra, przynajmniej w ciągu dnia, zobaczyć jest dość trudno, to ślady jego obecności już z daleka rzucają się w oczy. Przewalone drzewa, poodcinane od pni konary i gałęzie, zgryziona kora i łyko, pełno wiórów (zgryzów) dookoła i wreszcie tamy na rzece nie pozostawiają żadnych wątpliwości, kto taki zadomowił się w okolicy. Warto w takie miejsce udać się (koniecznie w absolutnej ciszy) przed świtem lub zmrokiem, bo wtedy znacznie wzrasta szansa na zobaczenie tych niesamowitych zwierząt w akcji. Ważne, że rzeczka znów zaczyna wyglądać jak naturalny ciek wodny, a nie prostowany na siłę i oczyszczony sztucznie rów z wodą. W dobie wszechobecnej melioracji takich miejsc jest niestety coraz mniej. Ciekawe tylko, jak długo tym razem cierpliwi będą miejscowi gospodarze…
Zobacz także:
https://michalstanecki.com/nad-nerem/
https://michalstanecki.com/jesienne-obrazki/










