Równo rok temu trafiłem do fantastycznego lasu. Stare drzewa, dostojnie grube, fantastycznie obrośnięte mchem. Piękne dęby. Te stojące i te leżące. Masa cennej materii zmieniającej się leniwie i przyciągających kolejne formy życia. Las poprzecinany licznymi ciekami, miejscami zalany. Cudowne miejsce. Wracając z sobotniej wędrówki postanowiłem tam zajrzeć…
Lasu już nie ma. To była szybka rzeź. Zostały po niej świeże rany.
Są czasem takie momenty, kiedy żałuję, że mam w sobie ten cholerny rodzaj wrażliwości. Są takie momenty kiedy żałuję, że nie mam tego wszystkiego w nosie. Przecież nie ma żadnego problemu. Przecież sadzimy więcej niż wycinamy. Przecież dba o to w imieniu Państwa i obywateli sprawne Gospodarstwo LP. Przecież wszystko jest w porządku. Przecież moje miejskie śmieci zabiera śmieciarka, a z kranu zawsze leci czysta woda…
Jak ja zazdroszczę takiej beztroski i krótkowzroczności…
Śpieszmy się kochać lasy …
