Home Obserwacje przyrodnicze Święto wiosny

Święto wiosny

by Michał Stanecki

Jak przystało na „świąteczną” niedzielę, było to prawdziwe terenowe święto wiosny i ptaków. Nadal obowiązywał ciepły sweter i czapka, ale w duszy grało już całkiem wiosennie. Pierwszy przystanek zrobiliśmy na stawach hodowlanych, na których na ptaki patrzeć można z drogi. Popatrzyliśmy i wypatrzyliśmy perkozy rdzawoszyje, które przyleciały w ciągu ostatniego tygodnia. Szybko wypełniły stawy swoimi charakterystycznymi „świńskimi” okrzykami.  Odnotowaliśmy tam m.in. potrzosy, pierwsze pierwiosnki, pierwszego błotniaka stawowego i pierwsze „bączące” bąki. Ruszyliśmy dalej. Pojechaliśmy do Złakowa. Na dzień dobry, przy wieży kościoła, tradycyjnie pokazała się pustułka. Słudwiańskie rozlewiska nadal ściągają ptaki i to ciagle w sporych ilościach. W okolicy nadal zastaliśmy dużo gęsi, wśród których bonusem były bernikle białolice w liczbie ponad 40 osobników! Jak na centrum kraju, to bardzo przyzwoite stadko. Nadal widać świstuny, rożeńce, cyraneczki i krakwy, do których doleciały płaskonosy i nasze pierwsze w tym roku cyranki. No i bataliony. Tych było conajmniej kilka setek. Całymi eskadrami kręciły się z jednej strony drogi na drugą. Nacieszyliśmy oczy i uszy, zerknęliśmy na rozlewiska z góry i ruszyliśmy nad Bzurę. Sprawdziliśmy duży staw, a później ruszyliśmy na długi spacer wzdłuż rzeki. Tam widzieliśmy i słyszeliśmy sporo mniejszych ptaków. Lista obserwacji z tego dnia wydłużyła się do ponad 60 pozycji, nie było jednak spektakularnych i nowych dla nas gatunków.  Gdy ruszyliśmy w drogę powrotną, w jednej z mijanych wiosek zobaczyliśmy siedzące na drutach cztery dymówki! Pierwsza ponoć wiosny nie czyni, ale cztery… :-) Zanim wróciliśmy do „swojego” lasu, tradycyjnie wysiadłem wcześniej, żeby ostatnie kilkanaście kilometrów jeszcze przedreptać z psami. No i tak szliśmy sobie przez zdominowane przez zawilce (miejscami również przylaszczki) lasy, zielone łąki nad Nerem i pola. Podczas spaceru dobiłem z liczbą obserwowanych tego dnia gatunków do 70, na deser wypatrując białorzytkę, która spacerowała sobie po jednym z zaoranych pól. Na sąsiednim polowały bociany, których w ostatnich dniach sporo już doleciało. Dzień kończyłem w magicznej godzinie. Łąki zalało ciepłe światło, sarny przechodziły nam przez drogę, zewsząd słychać było śpiewaki, trznadle, potrzeszcze i zięby. Na niebie pojawiały się grzywacze, myszołowy i kruki. Przeszedłem też obok ulubionych, rozpadających się juz ze starości wierzb, które w zachodzącym słońcu prezentowały się bardziej niesamowicie niż zwykle. Chwilę po zachodzie słońca dotarliśmy do naszej leśnej chatki. Pozostało tylko nakarmić zmęczone psy, uzupełnić zużyte płyny i kalorie (to akurat w tych dniach nie było trudno). Po rozpaleniu w piecu można było sobie usiąść z książką i pozwolić, aby oczy zaczęły się kleić … To był fantastyczny terenowy dzień. Jeden z takich, jakie lubimy najbardziej … 

W naszym „Wielkim Roku” mamy już 123 gatunki :)

Mocno uaktywniły się kleszcze i trzeba być ostrożnym (czujność pod prysznicem i systematyczne przeglądy psów). 

Ponieważ jestem w trakcie wymiany sprzętu fotograficznego, to za dużo zdjęć tego dnia nie zrobiłem. Najważniejsze było BYĆ, widzieć i słyszeć. W niektórych momentach tego aparatu mi jednak brakowało…

You may also like