Home Czytelnia Szalony dzień z ptakami …

Szalony dzień z ptakami …

by Michał Stanecki

… czyli 130 gatunków w jeden dzień !!!

Raz w roku, w połowie maja,  jest taki dzień, który jest świętem birdwatcherów (przynajmniej my tak do tego podchodzimy). W tym dniu organizowana jest impreza nazywana „Rajdem Ptasiarzy„. Zabawa ma charakter niemalże sportowej rywalizacji pomiędzy zespołami obserwatorów, których zadaniem jest zobaczenie jak największej liczby gatunków ptaków w ciągu jednej doby. Terenowym ograniczeniem jest obszar jednego województwa. Ptaków nie wolno wabić głosami odtwarzanymi z urządzeń elektronicznych. Przedstawicieli poszczególnych gatunków trzeba ZOBACZYĆ lub USŁYSZEĆ. Pierwszy raz postanowiliśmy się sprawdzić w 2016 roku. Wtedy naszym planem było zobaczenie 100 gatunków. Plan ten udało się zrealizować (zobaczyliśmy 102). W 2017 wynik ten udało się poprawić i dzień zakończyliśmy wynikiem 113. Również w tym roku postanowiliśmy sprawdzić czy wzrosły nasze umiejętności wypatrywania i nasłuchiwania ptaków. Podobnie jak w latach ubiegłych w zabawie wzięliśmy udział nieoficjalnie, czyli bez rejestracji zespołu u organizatora ogólnopolskiej imprezy. Startujemy nieoficjalnie, bo nasz zespół to tylko dwie (a nie wymagane minimum trzy) osoby. Mamy jednak trzeciego załoganta – jest nim Rafa, dla której była to pierwsza taka dziwna i długa wycieczka, z tak wieloma przystankami i spacerami.

Ten nasz szalony dzień z ptakami wyglądał tak:

Z uwagi na bardzo pozytywne nastawianie do całej akcji i dość dużą motywację, pobudka o 2:30 w nocy nie stanowi żadnego problemu. Lekkie (ale ciepłe) śniadanie, zebranie naszykowanego wcześniej sprzętu i można ruszać. Do najważniejszych elementów wyposażenia w tym dniu należą: lornetki, luneta, aparat fotograficzny, notes, termos, a także zapas prowiantu i wody dla nas i dla psa. Aparat ma służyć głównie do robienia zdjęć, które będą mogły ubarwić relację z rajdu. W taki dzień nie ma co się nastawiać na wyszukane i artystyczne fotografie.

pobudka i początek baaardzo długiego dnia

ruszamy w drogę

Ruszamy realizować wcześniej obmyślony plan, który zakłada odwiedzenie kilku mocnych ptasich miejscówek w określonej kolejności, czyli mniej więcej o określonej porze dnia. Z uwagi na dość duże zachmurzenie jest ciemniej niż w pogodne noce. Prawdopodobnie przekłada się to na mniejszą głosową aktywność ptaków.

Przy działkowej bramie słyszymy puszczyka. Jest godzina 3:10. Jedziemy wolno z uchylonymi oknami, przystajemy często i dajemy szansę pierwszym śpiewakom, którzy jeszcze w niemalże całkowitej ciemności rozpoczynają swoje wokalne popisy. Jedziemy przez las, przez pole, potem przez łąkę w dolinie Neru. W wielu miejscach utrzymuje się mgła. Słowik rdzawy (3:31), skowronek, świerszczak, derkacz, rokitniczka, bażant, kukułka, kwiczoł, śpiewak, bogatka, wilga.

nocne przedzieranie się lokalnymi drogami

pierwsze światła dnia

Jest godzina 4:00 i leniwie zaczyna wstać dzień. W mijanej wsi widzimy sylwetkę bociana stojącego na gnieździe, a zaraz za wsią liczne gawrony obsiadające gniazda w dużej koloni lęgowej na wysokich drzewach. Kos, rudzik, bogatka, słowik szary, krzyżówka na przecinanej rzeczce, trznadel, strzyżyk i wróbel w kolejnej wiosce.

schyłek nocy w Dolinie Neru

Około 4:30 docieramy do dużego mieszanego lasu i ruszamy drogą wzdłuż rezerwatu. Zięba, grzywacz, modraszka, pierwiosnek, sikora uboga, pełzacz, muchołówka szara, kowalik, mysikrólik, sosnówka, zniczek, dzięcioł duży, kruk, dzięcioł czarny, świergotek drzewny i lerka. Niezła seria, tylko brakuje kolejnych dzięciołów. Idziemy jeszcze przez około 3 km i wychodzimy z lasu. Jest 5:30. Jedziemy dalej, sącząc po drodze ciepłą herbatę. Mijamy kolejne wioski. Potrzeszcz, sierpówka, dymówka, pliszka siwa, szpak, wrona, krogulec, kapturka, kawka, kulczyk, piecuszek, sroka. Na liście mamy 50 gatunków.

spacer do lasu

intensywność odgłosów i zapachów rozbudziła Rafę

a tuz obok rezerwatu – wycinka

Dojeżdżamy w rejon Jeziorska (6:00). Tu czeka nas kolejny spacer, tym razem wałem wzdłuż rozlewisk Warty. Rafa idzie z nami przypięta do specjalnej biegowej uprzęży, która nie wymaga używania rąk, co daje komfort swobodnego patrzenia przez lornetkę. Na nielicznych już rozlewiskach (wiele z nich wyschło) widzimy łabędzie nieme i śmieszki. Rozległe łany trzcin zdominowane są przez małe ptaki. Do listy dopisujemy trzciniaka i cierniówkę koncertującą z gęstego krzewu. Na mokrej łące „zaliczamy” czajkę, pliszkę żółtą i krwawodzioba. Na suchym nieużytku pokląskwę (nr 60 na liście). Z oddali dobiega buczenie bąka. Przez łąkę przechodzą sarny. Przelatuje gęgawa i pojedyncze kormorany. Na słupku siada świergotek łąkowy (kolejne słupki zajęte są przez potrzeszcze i pliszki żółte), a niedaleko naszego wału przelatuje stado batalionów, czapla siwa i para nurogęsi (jak się później okazuje jedynych widzianych tego dnia). 

nieduże jeziorka w Dolinie Warty

auto pozostawione na czas spaceru po wale

potrzeszcz

nurogęś

pozostałość rozlewisk Warty

nadwarciańskie krajobrazy

Bardzo fajną niespodzianką są dziwonie, których jeszcze w tym roku nie widzieliśmy. Potrzos (nr 70 na liście), rycyk, łęczak, kszyk, żuraw, brodziec piskliwy, piegża. Wracamy do auta i wszyscy uzupełniamy płyny. Ciepła herbata świetnie nas rozgrzewa i po chwili ruszamy wałem w drugą stronę. Niebo nadal jest pochmurne, a powietrze mało przejrzyste od wilgoci. Przez chwilę obserwujemy żerującego bociana czarnego. Na wysokim krzewie siedzi gąsiorek. W suchych chwastach uwijają się szczygły.

dziwonia

potrzos

bocian czarny

majowa łąka

i jeden z jej mieszkańców

kolejne rozlewiska

Kończymy obserwacje w rejonie rzeki Warty i przejeżdżamy nad zbiornik. Jest godzina 8:00, a nam wydaje się, że to już co najmniej południe. W planie mamy przejazd wschodnim brzegiem z kilkoma przystankami w kluczowych dla obserwacji miejscach. W bezpośrednim sąsiedztwie rezerwatu, na kanale przy zalanym lesie i łące, w naszym spisie pojawiają się m.in.: kląskawka (nr 80 na liście) i błotniak łąkowy (oba gatunki widziane przez nas pierwszy raz w tym roku), makolągwa, błotniak stawowy, perkoz dwuczuby, cyranka, łyska, gajówka, rybitwy:  rzeczna, białoskrzydła (nr 90 na liście) i czarna, sójka i głowienka.

Na kolejnym przystanku, tym razem już nad otwartą wodą wypatrujemy krakwę i czaple białą. Na drzewie w oddali siedzi bielik, który również trafia do naszego spisu. Kolejny postój także nad „dużą wodą” – mewa mała, ohar, mewa białogłowa (nr 100 na liście), remiz i czernica.

bliżej wody już się na da …

ohary

sójka

potrzeszcz

w jednym miejscu natknęliśmy się na dwa błotniaki łąkowe

drugi z ptaków

Chowamy do auta lunetę, składamy statyw, pakujemy psa i jedziemy dalej. Po niespełna 10 minutach znów stajemy. Wypuszczamy psa, rozkładamy statyw, instalujemy lunetę, zabieramy lornetki, aparat  i przechodzimy kilkadziesiąt metrów. Lustrujemy teren dopisując do listy oknówkę, brzegówkę oraz perkoza rdzawoszyjego. Wracamy do auta. Pijemy wodę, pies dostaje przekąskę i leniwie wskakuje do wozu. Chowamy lunetę, składamy statyw …

Krótko spieramy się czy zaliczyć jeszcze jeden punkt nad wodą i w końcu decydujemy się na rzut oka z tamy zbiornika. Daleko na wodzie tokują dwa zauszniki! Czyli było warto. Wizytę na Jeziorsku kończymy wynikiem 106 gatunków. Jest godzina 10:37. Nieźle. Nieźle, to mało powiedziane. To bardzo dobry wynik! A przed nami jeszcze kawał dnia. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że teraz będzie już dużo trudniej o nowe gatunki. Niektóre, z uwagi na swoje liczne występowanie wręcz nas prześladują. Tak jest m.in. z piecuszkiem i potrzeszczem :)

kolonia brzegówek

brzegówki odpoczywające na betonowym wale zbiornika

i polujące nad wodą

dymówka

i oknówka w akcji

Póki jest energia ruszamy w drogę. Tankowanie auta, kolejna herbata i jedziemy. Dopiero o 10:57 widzimy pierwszego tego dnia myszołowa. Jak na tak powszechnie występującego ptaka, to wyjątkowo późno. Około 11:30 docieramy na nieduży sztuczny zbiornik wodny położony niedaleko Poddębic. Tak słyszymy dudka i dzwońca, a także widzimy płaskonosa (nr 110 na liście) i perkozka.

Kolejny przystanek na stawach hodowlanych. Tu tylko rzut oka na stawy położone bezpośrednio przy drodze (bez wysiadania z auta i rozstawiania „ciężkiego sprzętu”). Na błocie spuszczonego stawu widzimy dwie pary sieweczek: obrożne i rzeczne (nr na liście 113 – nasz rekord z ubiegłego roku wyrównany!). O 13:10 wracamy do punktu startu, czyli na naszą leśną działkę. Liczymy tu na słyszane codziennie dzięcioły i widziane i słyszane w ostatnich dniach pleszki oraz muchołówki żałobne. Niestety. Taka ironia losu. Akurat tych gatunków nie rejestrujemy. Do listy dopisujemy za to czarnogłówkę (nr 114 – nasz rekord poprawiony!), ortolana i mazurka (we wsi). Jedziemy w stronę Łodzi.

gąsiorek

ortolan w ostrym słońcu dnia

śpiewak na łowach

sieweczka rzeczna

sieweczka obrożna – w głębi widoczny drugi, lekko zamaskowany ptak

Zatrzymujemy się nad Nerem w pobliżu oczyszczalni ścieków. To miejsce nad (wbrew pozorom) zupełnie czystą rzeką, jest zawsze mocnym punktem do obserwacji ptaków. Tym razem zaliczamy tu jerzyka (którego spodziewaliśmy się dopiero w mieście), łozówkę i rzadką jarzębatkę. Na chwilę wpadamy do domu. Karminy kota ;) uzupełniamy rezerwy prowiantu i ruszamy w kierunku północnym. Teraz naszym celem jest Dolina Bzury.

krótki odpoczynek w południe, mile widziany cień …

Zaczynamy od jednego z położonych Dolinie kompleksu stawów. Rafa wysiada z auta dosyć leniwie. Widać, że nieprzyzwyczajona do takich ekstremalnie długich wycieczek zaczyna tracić swój entuzjazm. Pierwszy przystanek nie przynosi nic nowego. Na dużym stawie kołyszą się głównie łabędzie nieme i gęgawy, które mamy już na liście. Zmieniamy lokalizację i tym razem idziemy pieszo do najdalej oddalonego stawu. Na mijanych zbiornikach widzimy dużo ptaków, ale nic nowego nie możemy dopisać do naszego zestawienia. Czyżby miało się zakończyć na 119 gatunkach? Własny rekord poprawiliśmy, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia i teraz chciałoby się zobaczyć 120. Jest godzina 17:00 i przed nami jeszcze kawał dnia. Nie poddajemy się. Dochodzimy do ostatniego stawu pod lasem. Już z pewnej odległości widać, że stan wody w zbiorniku jest bardzo niski i jest tam pełno ptaków. Stajemy przy grobli. Rozstawiam lunetę i zerkam w okular. Centralnie przed sobą widzę szczudłaka! Obok maszeruje drugi ptak! Niesamowite. Te niesamowite ptaki widuje się u nas bardzo rzadko, bo to gatunek typowy dla południa Europy. Ależ nam się trafiła gratka. Nie dość, że mamy wyczekany 120 gatunek, to jeszcze jaki!

jeden ze stawów w Dolinie Bzury

staw z mała ilością wody i dużą ilością ptaków

para szczudłaków

może ptaki zostaną na lęgi?

długo przez nas wyczekiwany kopiciuszek

Dochodzi do nas grupa obserwatorów stanowiąca zespół, który oficjalnie startuje w Rajdzie. Wspólnie cieszymy oczy naszym odkryciem i dalej lustrujemy staw. W masie różnych ptaków wypatrujemy jeszcze kwokacze i  brodźce śniade, których wcześniej tego dnia nie widzieliśmy. Nad naszymi głowami śmieszka odgania kobuza, którego również dopisujemy do listy. Nad sąsiednim stawem latają rybitwy białowąse. Żegnamy Chłopaków życząc im udanych obserwacji i ruszamy w kolejne miejsce. Po kilkunastu minutach jesteśmy w niedużym lesie sąsiadującym bezpośrednio z doliną Bzury. Jest 18:50. Zatrzymujemy auto na dojazdowej drodze i nasłuchujemy. Z oddali odzywa się krętogłów, a po chwili gdzieś zdecydowanie bliżej słychać turkawkę. To najrzadszy z naszych lęgowych gołębi. Las nie ujawnia przed nami kolejnych gatunków.

Wycofujemy się i obieramy kurs powrotny w stronę działki. Gdzieś przy drodze widzimy pustułkę, która zrywa się do lotu z linii energetycznej. O godzinie 20:00 meldujemy się w miejscu słynącym z obecności pójdźki. Sowy te od kilku ładnych lat skutecznie wyprowadzają tam swoje lęgi. Pora wydaje się odpowiednia. Stajemy w oddali od zabudowań i przez lunetę sprawdzamy dach budynku gospodarczego. Sowy nie widać. Nie ma jej też przy okienku, przez które ptaki dostają się do wnętrza. Trzeba czekać. Po kilku minutach raz jeszcze zerkam na dach. Jest! Siedzi obok komina wentylacyjnego. Zatem mamy gatunek nr 129. No to teraz musimy zobaczyć 130 :)

pójdźka

zamykająca listę białorzytka

Ruszamy w drogę. Kierujemy się w stronę działki, gdzie zamierzamy zakończyć dzień. Dosłownie w sąsiedztwie gospodarstwa z pójdźka, widzimy białorzytkę. Ptak przelatuje w pobliżu i siada na polu. To nasz gatunek nr 130! A więc stało się. Dobiliśmy do tak niesamowitej liczby! Ogarnia nas wielka radość, a chwilę później przychodzi świadomość tego, że to może być już koniec. Że ten gatunek może być ostatnim. Dzień powoli gaśnie. Energia zaczyna spadać.

stado gawronów

ptaki obsiadając drzewa – niczym u Hitchcocka

„ptaki”

Po drodze do naszej bazy trafiamy na kolejną tego dnia, dużą kolonię gawronów. Ptaki zrywają się do lotu i po chwili szare już, wieczorne niebo, robi się dosłownie czarne od ptaków. Przejeżdżamy przez stawy, na których byliśmy w południe, tym razem nie rejestrując już nic nowego. Zaglądamy na jeszcze jeden staw, stary i opustoszały, z niewielką tylko ilością wody. Niedawno słyszeliśmy tam wodnika i widzieliśmy kokoszkę. Może tym razem też się uda? Jednak nie. Wspomnianych ptaków ani widu, ani słychu.

zmierzch na stawach

i noc zapadająca w oczekiwaniu na głos wodnika

Dojeżdżamy na działkę. Jest 21:30. I tu jest jeszcze szansa na kolejny gatunek, bo w ostatnich dniach o zmroku, nad działką przelatywała słonka. Jednak tego dnia wieczór kończy się zupełną ciszą. Rozpakowujemy graty i dopada nas totalne zmęczenie. Ciepła kolacja, prysznic i upragnione łóżko. Rafa po posiłku od razu idzie na swoje miejsce i już po chwili głośno chrapie. Ostatni rzut oka na zegarek – jest 22:30. Oczy się zamykają…

koniec szalonego dnia

Tak oto wyglądał nasz szalony dzień z ptakami.

20 godzin w akcji. Sprawdzonych prawie 20 różnych lokalizacji. Przejechanych ponad 300 km i prawie 15 km marszu w nogach.

W powyższej relacji zapewnienie nie wymieniłem wszystkich „zaliczonych” gatunków i oczywiście zamieściłem tylko kilka zdjęć tych ptaków, które udało się sfotografować. Wniosek jest taki, że z roku na rok lepiej nam idzie wypatrywanie i nasłuchiwanie ptaków i coraz lepiej rozpoznajemy (oznaczamy) poszczególne gatunki. Bez wątpienia duże znaczenie ma fakt osłuchania z charakterystycznymi głosami poszczególnych gatunków. Od pół roku CD z głosami ptaków nie wychodzi z samochodowego odtwarzacza. Przy okazji Rajdu, dopisaliśmy aż 11 gatunków do naszej listy rocznej, czyli do zabawy nazywanej BIG YEAR. Teraz nasz wynik wynosi 195 gatunków. Poprzedni rok zakończyliśmy wynikiem 206, więc w tym jest szansa poprawić również ten rekord :)

Maj 2018 r.

 

Zobacz także:

You may also like