Home Obserwacje przyrodnicze W poszukiwaniu wody …

W poszukiwaniu wody …

by Michał Stanecki

Dolina Neru / przedwiośnie / marzec 2020 r.

W ostatnich latach coraz rzadziej zakładam kalosze. Owszem, zabezpieczam się na wypadek porannej rosy i jest to chyba najczęstszy powód ich użycia. W wiele miejsc, w które jeszcze kilka lat temu nie dało się wejść bez spodniobutów lub przynajmniej wysokich kaloszy, w ostatnich sezonach wchodzi się w zwykłych trekingowych butach. Na łąkach sucho, w podmokłych wcześniej lasach sucho, wiele mniejszych rzeczek przecinających lasy i łąki zupełnie powysychało. W ostatni weekend trafiłem jednak do wodnego świata, zaledwie 20 km od domu (24 km od centrum Łodzi). To moje terenowe odkrycie bardzo mnie ucieszyło, bo każde takie miejsce w tych suchych czasach jest bezcenne. Zobaczymy jak długo utrzyma się tam woda. Póki co płynie i w wielu miejscach stoi …

Od kilku miesięcy dużo maszeruję. Zabieram ze sobą psy i eksploruję kolejne miejsca w zachodniej części województwa łódzkiego. Co weekend kilkadziesiąt kilometrów pokonuje piechotą. Żeby nie dublować tych samych tras przeglądam wcześniej mapy satelitarne wyszukując nowych przejść. Tym razem moją uwagę zwrócił teren, który na Mapach Google wygląda tak:

Mokradła pierwsza klasa. Oczywiście trzeba brać poprawkę na fakt, że zdjęcie to mogło być zrobione kilka lat temu, niemniej jednak postanowiłem to sprawdzić. Udało się wytyczyć szlak omijający wioski i prowadzący głównie przez lasy. Psy przypiąłem do siebie uprzężą, zabrałem aparat i lornetkę, na wszelki wypadek założyłem wspomniane kalosze. Gdy ruszyłem, początkowo nie wyglądało to dobrze. Niemalże na starcie wyszedłem na ogromną wycinkę. I to z tych, co zostaje po niej zaorany las. Mój entuzjazm osłabł. Kawałek dalej przeciąłem nieduży las typowo gospodarczy. Minąłem niewielki leśny staw oznakowany jako punkt czerpania wody. Od tego miejsca coś się zmieniło w krajobrazie. Wąziutkie cieki i płytkie rzeczki towarzyszyły mi na odcinku kilku kilkuset metrów. W pewnym miejscu las się rozrzedził i odsłonił się otwarty teren wyglądający na mocno zarośnięte trzcinami płytkie jezioro.

Po obu stronach wąskiej drogi pojawiła się stojąca woda. W jednych miejscach płynęła w płytkich korytach, w innych stała mocno rozlana po lesie. Niektóre fragmenty lasu były mocno zarośnięte, co w połączeniu z głębszą wodą i błotem stanowiło naturalną ochronę tych miejsc przed eksploatacją ze strony człowieka. Zalegające zwalone omszałe pnie dodawały podmokłemu lasowi uroku, nasuwając skojarzenia ze starą puszczą.

Gdy po wyjściu z tej części lasu spotkałem „miejscowych”, dowiedziałem się, że wiele lat temu były tam użytkowane stawy rybne. Za zakończeniu gospodarowania część z nich wyschła i zarosła, inne „zdziczały”, czyli obrosły trzciną i zamieniły się w leśne jeziorka. To wyjaśnienie tłumaczyło też tak dużą ilość korytarzy wodnych ciągnących się po okolicy. Pewnie w czasach eksploatowania stawów, to one zasilały je w wodę. Cały ten dość misterny wodny system wrócił zatem do Natury. Ta woda stanowi dzisiaj o unikalnych walorach tego obszaru. To bardzo cenny teren dla wielu gatunków roślin i zwierząt. Gady, płazy i wiele gatunków ptaków związanych ze środowiskiem wodnym znajduje tu zapewne doskonałe miejsce do życia. Trzeba tu będzie zaglądać w nadchodzącym sezonie. Zobaczymy, co uda się zobaczyć. Będę dalej relacjonować …

You may also like