Dolina Neru, lasy (Puczniew i Szadek) oraz zbiornik Jeziorsko / luty 2020.
Po wielu ciemnych i (jakże potrzebnych) deszczowych dniach, temperatura zjechała wreszcie lekko poniżej zera i na bezchmurnym niebie pojawiło się słońce. W wyjątkowo jasne noce rządził księżyc, niczym wielka latarnia rozświetlając mrok. Naturalne było więc ruszenie na kilka długich spacerów.
W piątkowy wieczór (tradycyjnie) część drogi na działkę pokonałem na piechotę. Taki spacer rozpoczynający się o zachodzie słońca jest doskonałym resetem dla mojej głowy, po tygodniowym obciążeniu pracą oraz miejskim, szybkim i hałaśliwym życiem. Również dla psów jest to wreszcie atrakcyjna odskocznia od codziennych spacerów po parku.
Kilkanaście minut po zsunięciu się słońca za linię horyzontu zaczęły odzywać się kuropatwy. Ich głos towarzyszył nam przez kilka minut marszu polną drogą. Po wejściu na leśny odcinek trasy zanurzyliśmy się w ciszy. Ustało słyszane z daleka ujadanie psów. Nie było też słychać samochodów, bo gminna droga została daleko w tyle. Księżyc oświetlał drogę i wieczór wydawał się aż nienaturalnie jasny. Było bezwietrznie. Towarzyszył nam tylko odgłos własnych kroków. Po przejściu około 8 kilometrów doszliśmy do celu. Można było rozpalić w piecu i oddać się lekturze książek. Zapadł wieczór i jednym z ostatnich akcentów dnia było ciche nawoływanie samicy puszczyka. Piątkowy wieczór był niezłą obietnicą ciekawie zapowiadającej się soboty…
W sobotę od samego rana po „naszym lesie” uwijały się ptaki. Sikory kilku gatunków, kowaliki, dzięcioły duże i hałaśliwe sójki. Po wczesnym śniadaniu ruszyliśmy w drogę. Pierwszy przystanek zrobiliśmy już po kilkunastu minutach jazdy, na rozlewiskach Neru niedaleko Małynia. Na zalanych (częściowo zamarzniętych) polach zobaczyliśmy stado kwiczołów i szpaków. Nacieszyliśmy oczy i ruszyliśmy dalej.
Pojechaliśmy zajrzeć do lasu (leśnego rezerwatu) w okolicy Szadku. Na dzień dobry przywitała nas nowa i dość duża wycinka, co dosyć mocno ostudziło nasz entuzjazm. Niewielki mróz pościnał kałuże na ścieżkach, tworząc ciekawe wzory i faktury. Zagłębiając się w las i zbliżając do rezerwatu, słyszeliśmy coraz to nowe gatunki. Kowaliki, sikory, pełzacze i bardzo aktywne dzięcioły duże towarzyszyły nam przez większość trasy. W rejonie rezerwatu dołączyło charakterystyczne terkotanie paszkotów i rozchodzące się po całej okolicy donośne bębnienie dzięcioła czarnego.
Po powrocie do auta ruszyliśmy w stronę Jeziorska. Pierwszy przystanek zrobiliśmy za mostem na Warcie. Już z daleka było widać „pasące się” tam łabędzie. Gdy wysieliśmy, zobaczyliśmy też spore ilości gęsi rozsianych na dość dużym obszarze. Trzeba było uruchomić lunetę. Wszystkie łabędzie okazały się niemymi. Było ich około 80. Oprócz gęgaw, gęsi białoczelnych i zbożowych ( w sumie kilkaset ptaków) udało się wypatrzeć cztery bernikle białolice i jedną nietypowo wybarwioną gęś, będącą prawdopodobnie międzygatunkowym mieszańcem. Na łące stacjonowały również czaple siwe.
Na samym zbiorniku gęsi były tysiące. Ogromne stada siedziały rozciągnięte wzdłuż osi tzw. cofki. Niektóre zrywały się do lotu, inne nadlatujące schodziły do lądowania. Co jakiś czas płoszone przez bieliki (było ich aż 7) nie miały za dużo spokoju. Z powietrza odzywały się żurawie, które kręciły się na trasie zbiornik – pola. W kilku miejscach na błocie widać było pojedyncze czajki. Licznie kręciły się śmieszki i większe mewy białogłowe.
W dalszej części zbiornika, na wodzie unosiły się setki (a w sumie zapewne tysiące) kaczek – krzyżówek i cyraneczek. W jednym miejscu udało się zliczyć ponad 20 oharów. Tam, gdzie woda była ciut głębsza widać było również nurogęsi i gągoły. W płytkich kałużach uwijały się kuliki.
W północnej części, najbliżej tamy, dominowały krzyżówki, czernice i głowienki. Setki ptaków kołysały się na spokojnej wodzie. Na długiej wyspie siedziały setki kormoranów. Duże stado czarnych ptaków pływało też w jej pobliżu.
W drodze powrotnej zajrzeliśmy na zbiornik w Górze Bałdrzychowskiej, ale zamarznięty zalew świecił pustkami (dwa łabędzie nieme i garstka krzyżówek na niewielkiej powierzchni wody). Wróciliśmy na naszą leśna działkę. Nadchodziła kolejna jasna noc. Można było zaliczyć kolejny relaksujący spacer po rozświetlonym księżycem lesie.
W niedzielę zabrałem psy na kilkunastokilometrowy spacer. Podczas marszu wzdłuż Neru, położonych w jego dolinie łąk i lasów, do listy obserwacji udało się dopisać gawrony (w głośnej kolonii), zimorodka, a także jastrzębia polującego w środku lasu. Ubarwieniem wyprawy było przecięcie się naszego szlaku z przemarszem stada jeleni. W tym miejscu nie widziałem ich od kilku lat, w związku z czym nie byłem dostatecznie czujny i zanim wyjąłem aparat było już praktycznie po wszystkim.

rozlewiska pod Małyniem
Podczas weekendowych aktywności udało się nam zobaczyć (i usłyszeć) 60 gatunków ptaków. Były to: sikory (bogatka, modraszka, uboga, czarnogłówka, sosnówka i czubatka), kowalik, pełzacz leśny, dzięcioły (duży, zielony i czarny), sójka, sroka, wrona, kawka, gawron, kruk, gołąb, sierpówka, kuropatwa, bażant, czapla siwa, żuraw, łabędź niemy, gęś białoczelna i tundrowa, gęgawa, bernikla białolica, czajka, kulik wielki, mewa białogłowa, śmieszka, ohar, nurogęś, kormoran, gągoł, łyska, krzyżówka, cyraneczka, czernica, ogorzałka, głowienka, zimorodek, szpak, czyż, pełzacz, kos, kwiczoł, paszkot, zięba, trznadel, wróbel, myszołów, pustułka, jastrząb, krogulec, bielik, puszczyk. Przy okazji widzieliśmy też liczne sarny, stado jeleni, kilka zajęcy i jedną wiewiórkę ;-)
Od początku roku widzieliśmy (i słyszeliśmy) ponad 70 gatunków ptaków. Czekamy na kolejne. Może już za tydzień zobaczymy pierwsze skowronki …
































